Brak oka, brak nogi i szkorbut czyli piratctwo, a prawo w internecie.

Brak oka, brak nogi i szkorbut czyli piratctwo, a prawo w internecie.

Aj Aj Kaptyn!

Historia piratów jest tak długa jak długa jest historia komunikacji morskiej.  Co innego z piractwem wirtualnym- istnieje nieporównywalnie krócej, ale zamysł jest w gruncie rzeczy podobny. Piractwo morskie i piractwo internetowe nie dzieli przecież tak dużo. Jednych i drugich próbuje się zwalczać- mnie lub bardziej efektywnie. Jedni i drudzy szukają ukrytych skarbów, do których prowadzi sekretna mapa. Ponadto słowo "pirat" wywodzi się z greckiego słowa "pirata" i oznacza "przedsiębrać". To prawda-  jedni i drudzy są bardzo przedsiębiorczy- tyle, że jedni biorą z użyciem przemocy, a drudzy za pomocą komputera.  Sam korzystasz pewnie z różnych narzędzi służących do pobierania plików muzycznych i filmowych. Dam sobie głowę uciąć, że na Twoim lapku znajduje się wiele piosenek i filmów, które zostały ściągnięte. Jestem przekonany, że Jack Sparrow, to przy Tobie mały shoplifter. Szoplifterek. Tak na serio, czy na pewno ściąganie plików muzycznych czyni z Ciebie pirata? To zależy.  Określenie to jest bardzo ogólne i na pewno pirat piratowi nierówny. Pobieranie plików muzycznych, to na pewno nie powód by przywdziewać pelerynę, naciągać opaskę na oko, wcinać kapustę na szkorbut i zakładać drewnianą protezę nogi.


Zatoka Piratów.

Jeśli ściągasz utwory z sieci i korzystasz z nich osobiście na komputerze, to możesz powołać się na tzw. dozwolony użytek prywatny. Więcej o tym piszę tutaj. Problem pojawia się wtedy kiedy równocześnie z pobieraniem, udostępniasz innym swoje pliki. Takie działania są bezprawne, a na takiej zasadzie funkcjonują przecież sieci  P2P czyli peer to peer. W uproszczeniu, użytkownik -który pobiera dany plik- staje się także udostępniającym. Najbardziej znamiennym przykładem jest tu platforma PirateBay. Słynna w internetowym półświatku Zatoka Piratów jest niczym innym jak platformą hostingową- na jej serwerze znajdują się odnośniki do plików, które można pobierać za pomocą popularnej sieci BitTorrent- ta sieć działa właśnie jako P2P. Strona PirateBay od 9 grudnia 2014 przestała działać po nalocie szwedzkiej policji na jej serwery. Niezłomni użytkownicy szybko przenieśli większość zasobów na inne strony tego typu. Po części Zatoka Piratów została zreaktywowana na stronie oldpiratebay.org. Niestety nie dowiesz się tego jak dokładnie wygląda to od strony technicznej, ale z tego co wiem, to dzisiaj, aby uniknąć naruszeń prawa, bezpośrednia wymiana plików muzycznych realizowana jest z pominięciem głównych serwerów, całość wymiany informacji o dostępnych plikach następuje wyłącznie między użytkownikami. Zatem stawiam pytanie do rozważenia? Jaki zarzut można postawić Zatoce Piratów skoro hipotetycznie nie narusza ona praw autorskich? Czy stronę można uznać za pomocnika do naruszenia praw autorskich, ponieważ dysponuje informacją o wzajemnie udostępnianych plikach? To wiąże się z problematyką tzw. odpowiedzialności przechowującego. Obecnie dominuje interpretacja według której działanie serwisów hostingowych należy oceniać przez pryzmat pośredniego naruszenia praw autorskich, w szczególności pomocnictwa. Będę jeszcze o tym pisał, gdy dokładnie to przeanalizuję.


Jack Sparrow

Wracam do Ciebie. Do hipotetycznego Jacka Wróbla(sic!). Niestety, tak jak pisałem wyżej- poprzez udostępnianie plików w sieci P2P stajesz się piratem. Przeprowadzasz wirtualny abordaż na prawa autorskie twórców.  Niemniej, aby uniknąć ewentualnego gniewu władcy możesz blokować dostęp do swoich zasobów, ograniczając w ten sposób dostęp do pobierania utworów znajdujących się na Twoim komputerze. Nie zawsze da się to zrobić. Część Twojej fonoteki/filmoteki może być nadal udostępniana innym użytkownikom. Groźba stryczka wisi nad Tobą. Uratuje Cię dość niszowe rozumowanie oparte na twierdzeniu, że udostępniasz na tyle mały fragment pliku, że w świetle prawa autorskiego nie stanowi on utworu, a więc nie podlega ochronie(!). Ponadto Twoje działanie ma charakter na tyle marginesowy, że staje się wyjściową technicznych właściwości systemu informatycznego(tzn. bez szczątkowego udostępniania nie mógłbyś w ogóle pobrać pliku, prawda?). To są argumenty, które mogą pomóc, ale nie muszą.


Elastyczny stryczek?

Nie znaczy to, że nie trzeba się obawiać. Walka z piractwem skierowana jest m.in. bezpośrednio przeciwko użytkownikom końcowym, czyli właśnie przeciwko Tobie, jako ściągającemu muzykę lub filmy. Nawet jak korzystasz z plików w ramach dozwolonego użytku prywatnego-   co prawda ściągasz wtedy utwory uprzednio rozpowszechnione, ale pozostaje kwestia nielegalności źródła. W realnej tzn. nie-wirtualnej postaci dozwolonego użytku, korzystający może eksploatować utwór niezależnie od tego czy źródło jest legalne czy nie- przynajmniej w większości przypadków. Rozumowanie to budzi  wypadku piractwa internetowego wiele kontrowersji i musi być rozstrzygane jednostkowo w każdym konkretnym wypadku. Coraz częściej stosowana jest w praktyce, przynosząca wymierne efekty francuska ustawa Hadopi wprowadzająca system tzw. trzech ostrzeżeń (three strikes rule). Najpierw dostajesz maila z ostrzeżeniem. Potem przychodzi list polecony... Hitchcock wypuszcza ptaki... Bum! Postępowanie zostaje wszczęte dopiero gdy nie zakończysz nielegalnego działania po drugim ostrzeżeniu. Wiesz jak łagodniej nazywa się ta metoda? Metoda elastycznej reakcji.  W sumie trafnie. 

Podsumowując. Niby działasz niezgodnie z prawem, ale niezupełnie... Stan niepewności prawnej co do legalności tego typu zachowań wcale nie pomaga w znalezieniu sposobu na ograniczenie piractwa w sieci. Istnieją poważne wątpliwości co do tego czy obciążać użytkowników końcowych konsekwencjami  z tytułu naruszenia praw autorskich kiedy ściągają oni nielegalnie udostępnione pliki w sieci internetowej. Inaczej sprawa ma się z tępieniem tzw. internet providerów i tych co pliki udostępniają. Z nimi rozprawiają się znacznie gorzej, ale to już temat na inny wpis.

Wsiadam na Czarną Perłę i zapuszczam Kapitana Phillipsa.

Ahoj!

Dym Demetriusz.


przy opracowaniu wpisu skorzystałem z  książki "Prawo Autorskie" panów J. Barty i R. Markiewicza

autor zdjęcia wpisu: peasap/flickr.com / CC 2.0

Related Post

To Mały krok dla Ciebie, ale Wielki dla mnie - podziel się!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *