Co robić i czego nie robić czyli 3 dni w Londynie z aparatem.

Co robić i czego nie robić czyli 3 dni w Londynie z aparatem.

Co robić i czego nie robić czyli 3 dni w Londynie z aparatem.

-Nie ma takiego miasta Londyn... jest Lądek, Lądek Zdrój...
-
Londyn, miasto w Anglii...
-To co Pan nic mi nie mówi?! To ja muszę pójść i poszukać!
[Cytat z filmu Miś, scenariusz: Stanisław Bareja, Stanisław Tym]

 

  Na szczęście na lotnisku nie mieliśmy podobnych problemów. Londyn, nie dość, że faktycznie istnieje w czasoprzestrzeni, to jest zupełnie bezproblemowy, mega sympatyczny, a do tego oboje mieliśmy wrażenie, że życie jest tam łatwiejsze. Pewnie to refleksja dwójki sympatycznych turystów, polaków-cebulaków, którzy spędzili w tej metropolii tylko trzy wspaniałe, acz wyczerpujące dni. Refleksja, która być może zostałaby zweryfikowana po dłuższym pobycie. Nieważne. W Londynie byliśmy na tyle długo żeby się zakochać i na tyle krótko żeby już zatęsknić.

W tym wpisie macie podane jak na tacy, informacje o tym, co robić, a czego nie robić, gdzie iść, a czego unikać, gdzie zjeść, gdzie mieszkać, czyli w skrócie jak wykorzystać 3 dni w taki sposób żeby zobaczyć wszystko o czym marzysz i żeby przy tym nie umrzeć od odcisków na stopach lub z głodu. Postaram się o jak najmniej opisów i jak najwięcej zdjęć. Potraktujcie to jak fotoprzewodnik. Każde zdjęcie udostępniam na licencji CC 4.0. International.

Czego nie robić?

Nie lecieć w szczycie sezonu. Byliśmy tam w maju- nie dość, że wtedy są tam najlepsze temperatury, to ludziów jakby mniej. A i tak było dużo. Mogę sobie wyobrazić co dzieje się latem, kiedy kolejna wycieczka ustawia się w kolejce za następną wycieczką, która stoi za inną wycieczką.

Co robić? Zarezerwować sobie busik z lotniska.

Jeśli lądujecie na lotnisku Londyn Luton, to zamówcie sobie odpowiednio wcześniej busik  z EasyBus. Można sporo zaoszczędzić jeśli zabukujesz bilety z wyprzedzeniem. My niestety zwlekaliśmy długo i w końcu zamiast 1,45 euro za osobę w jedną stronę zapłaciliśmy prawie 9 euro. To lekka różnica. Poza tym macie gwarancję, że busik Was zabierze. Osoby z rezerwacją mają pierwszeństwo wejścia.

Oczywiście bukujecie przejazd z lotniska i z powrotem. Pamiętajcie żeby dać sobie trochę czasu na dojazd. W przypadku przylotu nie jest to takie ważne, gorzej jak powrotny samolot Wam ucieknie, prawda? Jeżeli macie wylot około 20:00 to najlepiej wydostać się z centrum około 17:30. Wszystko się może zdarzyć. A głowę będziecie mieli pełną marzeń, to pewne. Na szczęście zrealizowanych.

Czego nie robić? Nie brać toreb na ramię. 

Jeżeli chcecie zaliczyć tzw. City Break, to mimo wszystko czeka Was trochę chodzenia, a nawet lekka torba daje się we znaki po 6 godzinach targania jej na barku. Plecak, tylko plecak.  I wygodne buty.

Co robić? Dobrze zaplanować wycieczkę. 

W ten sposób, żeby zobaczyć, to co chcecie zobaczyć, ale nie narzucać sobie niepotrzebnej presji, żeby zaliczyć wszystko. Bo się nie da. Ale  i tak da się bardzo dużo. W 3 dni zrobiliśmy wszystko, co mieliśmy w planach. Szczegółowo zaplanowaliśmy trasę, przestudiowaliśmy przewodnik i zaznaczyliśmy wszystkie ważniejsze punkty. Z takim nastawieniem możesz się pojawić w Londynie i nagle nic nie wydaje Ci się obce, nie przejmujesz się tym gdzie iść, co teraz zobaczyć, po prostu wdychasz smog i idziesz dalej.

Tylko pamiętaj- nie musisz być w każdym miejscu, które zobaczysz w przewodniku i odwrotnie, możesz czasem zboczyć z trasy(nawet powinieneś). Chłoń miasto, poczuj klimat. Jedz to, co jedzą na ulicy, przysiądź na kawę, jeżeli masz ochotę, rób zdjęcia, śmiej się, korzystaj na maksa, przejmuj się tylko tym, co jest tu i teraz. Jesteś na wakacjach. Krótkich, ale zawsze coś.

Czego nie robić? 

Gdy lecisz tam pierwszy raz, nie wykupuj sobie wycieczki autobusowej. Słynne czerwone autobusy mają swój klimat, to prawda, ale jeżeli chcesz poczuć energię miasta, to zdecydowanie odradzam tego typu zwiedzanie. Właściwie zobaczyłeś wszystko, ale nie doświadczyłeś niczego. Poza tym szwędanie się z mapą po londyńskich uliczkach i korzystanie z komunikacji miejskiej powodują, że po trzech dniach topografia Londynu nie jest Ci obca. Za drugim razem poczujesz się prawie jak w domu.

Co robić?

Jeśli lecisz samolotem, najlepszym wyjściem jest znaleźć takie bilety żebyś wylądował wcześnie rano(my byliśmy na lotnisku o 7:00,a w centrum o 9:00), a z powrotem zadbaj o bilety wieczorne. Wtedy masz pełne trzy dni i dwie noce na miejscu. Wylot czwartego dnia rano jest bezsensu. Płacisz za niepotrzebny nocleg.

Co robić?

Kupić sobie Oyster Card. Karta, którą możesz nabyć w Polsce i doładować na dowolną kwotę, pozwala na korzystanie z całej komunikacji miejskiej w obrębie dwóch stref: pierwszej i drugiej. Niestety nie sięga lotniska. Świetna opcja na dwa/trzy dni. Kupiliśmy w Gliwicach taką kartę doładowaną na kwotę 15 funtów.

Za każdym razem gdy korzystasz z metra lub autobusu, pobiera Ci z karty kwotę odpowiadającą cenie jednorazowego biletu. Ale uwaga. Dziennie z karty pobierana jest kwota maksymalnie 6 funtów. Potem możesz jeździć bez limitu. Aż do następnego dnia, gdzie znów dobijasz do 6 funtów, a potem już jeździsz, ile chcesz i nic nie tracisz z karty.

Na kartę wydaliśmy w sumie 20 funtów, ponieważ ostatniego dnia musieliśmy ją zasilić o piątaka. Korzystaliśmy z metra kiedy tylko mieliśmy okazję i dojeżdżaliśmy wszędzie i zawsze na czas. Wyprawa całkowicie piesza nie ma sensu, ale jak chcesz zaoszczędzić to proszę bardzo.

Gdzie mieszkać i gdzie nie mieszkać?

Opcji jest mnóstwo. Oczywiście najpierw skorzystaj z Couchsurfingu albo portalu Airbnb. Tam znajdziesz ciekawe oferty akomodacji w samym centrum Londynu za cenę nieporównywalnie mniejszą od noclegu w hotelu, a nawet hostelu, a do tego poznasz ciekawych ludzi.

Jeżeli nie jesteś fanem mieszkania w prywatnych kwaterach, a jednocześnie zależy Ci na pieniądzach, które chcesz zostawić na mieście (przecież nie przyjechałeś do Londynu na trzy dni żeby spędzać czas w pokoju), to oczywiście najlepsze pod tym względem są hostele i tzw. B&B czyli Bed and Breakfast. Ale uwaga. Hostel hostelowi nierówny- zrób dokładny rekonesans bo możesz się nieźle naciąć. Naczytałem się już historii o brudzie, karaluchach i o dziwnym skrobaniu pod łóźkiem... oraz drapaniu za obskurną oberwaną tapetą.


Wracając do tematu- z czystym sumieniem polecam Wam Pekcham Lodge - szału nie ma, ale: jest tanio, jest czysto, jest umiarkowanie blisko do centrum(20 minut autobusem do bliziutko jak na wielkomiejskie warunki), jest miła obsługa. Do tego telewizor, ciepła woda, zestaw do zaparzania kawy i herbaty(czyli czajnik). Uwaga! Pamiętajcie żeby zabrać ze sobą przejściówkę do kontaktu. Tam mają inne wejścia. Niewłaściwe zdaje się(^^). Na szczęście w recepcji miłe Panie miały taki jeden pod ręką. Szkoda, że odpłatnie. Jedyne 5 funtów. No cóż, będzie na następny raz.

Gdzie zjeść?

Gdzie tylko najdzie Cię ochota. Oczywiście ja zaplanowałem parę spotów posiłkując sie listą sporządzoną przez Rachel Woo- prowadzącą program kulinarny dla BBC. Zjedliśmy dobry posiłek w jednym lokalu z tej listy: Cafe Monocle. Oprócz tego nastawiliśmy się na street food. Ale do tego jeszcze dojdziemy, teraz trasa.

3 dni w londynie

Jaką trasę wybrać i jakie atrakcje zobaczyć po drodze?

Po pierwsze, nie mieliśmy ambicji żeby zwiedzić wszystkie muzea w okolicy. Trzydniowa wyprawa nie jest warta szwędania się po muzealnych korytarzach. Choć następnym razem chętnie odwiedzimy ze dwa. Wybraliśmy trasę, która byłą wyjściową tego, co wyczytaliśmy w przewodniku oraz tego, co każde z nas chciało zobaczyć.

Właściwie to byliśmy z narzeczoną zgodni, co do wszystkiego (takie z nas słodziaki #cuteness #overload). Pragnęliśmy zaliczyć wszystkie tzw. Landmarki oraz punkty związane z historią popkultury: ślady Beatlesów, Scherlocka Holmesa, Kuby Rozpruwacza, Sweeney Todda, Jamesa Bonda, Harrego Pottera czy pobyt w Notting Hill oraz obcowanie z Rodziną Królewską(machanie).

Całą trasę oddaliśmy wiernie na tych wspaniałych fotografiach, które, mamy taką nadzieję, trochę urozmaicają Ci ten wpis. Myślę, że oddaliśmy klimat Londynu i zachęciliśmy Cię do wylotu. Jeśli masz jakieś pytania, to pisz!

Czego nie robić?

Jeśli przylatujesz do Londynu wcześnie rano i wysiadasz na Liverpool Station, daruj sobie East Side. Nic się tam nie dzieje. W końcu Kuba Rozpruwacz grasował w nocy, prawda?

Co robić?

Idź na Tower Bridge. Fajną atrakcją jest przeszklona podłoga parędziesiąt metrów nad Tamizą. Widok z mostu jest również warty swojej ceny. Możesz także zejść pod most- warto zobaczyć jak to kiedyś wszystko funkcjonowało. Jest dostęp do Wi-fi i zniżki dla studentów!

3 dni w londynie

3 dni w londynie

3 dni w londynie3 dni w londynie

3 dni w londynie

3 dni w londynie

 

3 dni w londynie

3 dni w londynie

3 dni w londynie

3 dni w londynie

3 dni w londynie

3 dni w Londynie

 

Co robić?

Iść na spacer po South Side. Dzielnicę City of London warto zobaczyć, ale z daleka - finezyjne wieżowce z tzw. ogórkiem/cygarem na czele- dziwny krajobraz, nic się nie trzyma kupy. Poza tym nic się tam nie dzieje. Dzielnica biznesowa.

Za to po przejściu na południowy brzeg Tamizy odbij na moment za Tower Bridge w lewo- tam idziesz deptakiem pomiędzy pięknymi apartamentami Butlers Warf Building, unosi się zapach świeżo zmielonej kawy i przed chwilą upieczonego chleba. Za chwilę dojdziesz do Muzeum Designu.  Stamtąd rozciąga się piękny widok na Most Tower, który zresztą uwidoczniłem na którymś ze zdjęć. Jeszcze parę kroków i zobaczysz jak Tamiza wlewa się wprost do miasta.

Ok, teraz zawróć i przejdź się deptakiem wzdłuż Tamizy: mijasz autostradę ludzi, festyny, świetne lokale, nowoczesną zabudowę, po prawej masz HMS Belfast- pływające muzeum(dla fanów militariów). Nie możecie ominąć Shackelton House! Ta galeria z przepięknym sklepieniem, służyła kiedyś jako miejsce rozładunku żaglowców z herbatą. Teraz- tam gdzie kiedyś wpływały statki, cuchnęło stęchlizną i marynarskim potem- można odpocząć na ławce, napić się kawy i popodziwiać architekturę. Idealne miejsce na selfie.

Idziesz dalej w kierunku London Bridge, przed którym piętrzy się wieżowiec, pod którym musisz przejść(również uwieńczony na zdjęciu), a potem siup na drugą stronę ulicy, schodzisz w dół po schodkach i... znajdujesz się w zupełnie innym świecie.

Mnóstwo ludzi, wszystko się kotłuje oraz paruje, pyszne zapachy walczą o to, który z nich dotrze pierwszy do Twoich nozdrzy, tu ktoś nawołuje, tu ktoś prowadzi dyskusję, słychać skwierczenie mięsa na dobrze rozgrzanym grillu, są świeże lemoniady, street-food pełną gębą- w skrócie- dostałeś się na przedsionek Borough Market, który znajduje się dokładnie pod kolejowym wiaduktem. Miejsce jednorazowe i niesamowite, o którym nie będę pisał, bo i tak nie dam rady tego ubrać w słowa- zobacz sobie na zdjęciach!


Gdy już się najesz, to kieruj się w stronę Teatru Globe. W środku mini-przedstawienie teatralne dla zwiedzających. Możesz wejść do środka za drobną opłatą.

3 dni w londynie

3 dni w londynie

londynlondyn

londyn

londynlondyn

londyn

Czego nie robić? Nie wchodzić do Katedry Św. Pawła. Wejście 18 funtów.

Z Teatru Globe skierowaliśmy się prosto na Millennium Bridge czyli kładkę dla pieszych, która łączy brzegi Tamizy. Ale wiało! ( nie pomagała świadomość, że podczas swojej premiery, kładka podobno zaczęła się kołysać z ludźmi na grzbiecie). Zostawiasz za sobą Tate Modern (Muzeum Sztuki Nowoczesnej) i przechodzisz na drugą stronę kierując na wystającą ponad dachy kamienic, kopułę Katedry Św. Pawła. Samo wejście do katedry kosztuje 18 funtów!!

Żałujemy, że nie byliśmy- za drugim razem na pewno się wybierzemy. Chociażby dla zaliczenia Galerii Szeptów- podobno jeśli wyszepczesz słowa do ściany, to w każdym miejscu galerii będzie je słychać! Czas na podzwonienie do rodzinki i krótki odpoczynek na placu przed katedrą. Fajne miejsce, poszło parę dobrych zdjęć, zapraszam do oglądania.

Co robić? Wejść do XVII-sto wiecznego pubu na Fleet Street!

Fleet Street jest byłą dzielnicą prasową. Tu mieściły się pierwsze redakcje londyńskich gazet, tu zamieszkiwali dziennikarze, pisarze, tu pił piwo Karol Dickens, a Sweeney Todd zarzynał swoich klientów w gabinecie na piętrze (teraz redakcja Dundee Journal, patrz: zdjęcie).

Warto się zatrzymać w jednym w pubów, który w ogóle nie rzuca się w oczy. Właściwie jeśli się o nim nie wie, to się tam nie trafi. Ponadto nie można do niego wejść od strony ulicy. Nawet jak się o nim wie, to trudno jest tam trafić. Nazywa się Ye Old Cheshire Cheese i szczyci się tym, że w swoich piwnicach gościł sławnych pisarzy, w tym Dickensa.
1667r- taka data widnieje na szyldzie. Wchodzisz. Wnętrze skryte w półmroku, w powietrzu unosi się lekka mgiełka i czuć zapach starego drewna, piwa i sera. Warto zejść na sam dół- do piwnicy- i przenieść się na chwilę w czasie, napić się pinty piwa i odpocząć przy gwarze różnych wesołków. My do tego najedliśmy się pyszną i niezwykle sytą zupą. Dwie pinty piwa napędziły nas na dalsze zwiedzanie.

Czego nie robić? Nie zamawiać w tradycyjnym pubie dwóch małych piw... Piwo zamawia się na pinty.

londyn

londyn

Co robić? Zobaczyć okolicę Covent Garden.

Dzielnica teatrów, galerii, operetek, wystaw, drogich pubów i jeszcze droższych sklepów. Bardzo modnie, dużo fajnej wielkomiejskiej publicznej przestrzeni. W ogóle przez cały pobyt w Londynie mieliśmy poczucie, że życie koncentruje się na ulicy. Jest wiele miejsc gdzie ludzie mogą się spotykać, rozmawiać, wymieniać pomysłami, jeść, pić, bawić się, po prostu spędzać czas bez konieczności pójścia do kolejnej restauracji czy innego lokalu. Mam wrażenie, że dzięki temu wszyscy są bardziej otwarci i towarzyscy.

Spacerując po tej dzielnicy, natknęliśmy się na coś wyjątkowego. Okazało się - ku obopólnej (a w szczególności mojej) uciesze, że akurat niedawno miała premierę oficjalna wystawa samochodów i gadżetów Jamesa Bonda. Bez chwili namysłu znaleźliśmy się w środku i mogliśmy podziwiać wszystkie rzeczy, które dotychczas widzieliśmy tylko na filmach o przygodach agenta Jej Królewskiej Mości. Kolejne marzenie odhaczone! Do tego chwilę później znaleźliśmy sklepik Muminków, do którego weszliśmy z wielką, dziecięcą radością. Nie mogliśmy sobie przecież odpuścić.

Czy warto zobaczyć Kings Cross? Tylko dla fanów Pottera!

Żądni dalszej popkulturowej uczty udaliśmy się na Kings Cross, czego nie było w naszych założeniach, w poszukiwaniu dworca z planu Harrego Pottera. Jeśli nie jesteś fanem tej serii, warto przynajmniej pojechać i pooglądać architekturę całego kompleksu wokół stacji. Ku naszemu zdziwieniu słynne magiczne przejście  na peron 9 i ¾, nie znajduje się pomiędzy peronami. Jest specjalnie wyznaczone miejsce, gdzie można sobie zrobić zdjęcie, że niby było się na peronie. To nie dla nas - poszukiwaczy prawdy!;p Nie zrażeni tym faktem, postanowiliśmy poszukać oryginalnego miejsca z planu filmowego. I znaleźliśmy! Poszukajcie sami, to fajna zabawa. Miło było poczuć się ponownie jedenastoletnim dzieciakiem!

londyn

londyn

Co robić? Poczuć atmosferę Dynastii!

Nasz cel: zmiana warty konnej!  O dziewiątej byliśmy już w autobusie w drodze na Trafalgar Square. Po dojechaniu na miejsce okazało się, że trwają ostatnie przygotowanie do celebracji 70- lecia zakończenia II WŚ. Pełno policji, snajperów, barierek, ale ogólnie atmosfera radości i entuzjazmu związanego z oczekiwaniem na planowany przejazd Rodziny Królewskiej. Kupiliśmy sobie nawet proporczyk z flagą Wielkiej Brytanii, żeby było czym wymachiwać w stronę Królowej Elżbiety.

Okazało się, że jedyną stycznością, którą mieliśmy tego dnia z Rodziną Królewską, było współuczestniczenie w mszy w Opactwie Westminsterskim. Uroczystość była nagłośniona na całą ulicę. Niestety Royal Family nie wyszła do oczekujących na nią tłumów. Za to mieliśmy okazję popodziwiać paradę, a następnie marsz weteranów wojennych, co było dosyć przejmujące, ale i tak byliśmy nieco zawiedzeni brakiem zdjęcia machającej do nas Elki.

  Przynajmniej poczuliśmy przez chwilę tą niecodzienną atmosferę celebracji i szczęścia całego narodu. Uroczystości trwały cały dzień, a my nie tracąc czasu kupiliśmy sobie kawkę na wynos i pomaszerowaliśmy brzegiem jeziora w St.James Park aż pod Pałac Buckingham i stamtąd udaliśmy się prosto pod Łuk Wellingtona (rozbawiła nas sygnalizacja świetlna dla koni) i z Hyde Park Corner pojechaliśmy autobusem do Muzeum Historii Naturalnej. Po drodze minęliśmy Harrodsa - słynny dom towarowy, do którego ostatecznie nie zdążyliśmy wejść.

londyn londyn

SONY DSC

Jechać do Muzeum Historii Naturalnej?

Jeżeli już zechcesz pojechać do Muzeum Historii Naturalnej, to nie spędzaj tam całego dnia. Warto zobaczyć główne atrakcje, takie jak wielkie szkielety stegozaura czy brontozaura oraz główną salę z wielką kulę ziemską na środku, do której wjeżdża się ruchomymi  schodami.

Poza tym duszno, wszystkie atrakcje niby interaktywne, ale czuć, że trochę to wszystko przestarzałe i niejednokrotnie zepsute przez dzieciaki, które naciskają wszystkie guziki na raz. Są znacznie ciekawsze rzeczy. Uwaga. Jeśli jesteś z dzieckiem, to się nie zastanawiaj- dla niego będzie to wyjątkowa przygoda, którą zapamięta na całe życie.

Co robić? Spędzić czas w Hyde Parku.

Spaceruj, usiądź na trawce, wypożycz sobie rowerek wodny, szamaj lody, posłuchaj muzyki, po prostu się poszwędaj- szczególnie w słoneczny dzień. Pamiętaj, że nie musisz się nigdzie spieszyć.

Popołudnie spędziliśmy w Hyde Parku, a wracając wstąpiliśmy jeszcze zobaczyć Royal Albert Hall- jedną z najsłynniejszych sal koncertowych na świecie. Znana z dobrej akustyki i pięknej architektonicznej formy hala, gościła w swoich murach samych sławnych muzyków(m.in. Eric Clapton) i innych artystów z różnych zakątków świata(Crique de Soleil)

SONY DSC

SONY DSC

Co robić?

Zostawić sobie Piccadilly Circus na zwiedzanie po zachodzie słońca. To samo jeśli chodzi o London Eye (chyba, że chcecie wejść- to tylko za dnia. Słyszałem, że w kolejce czeka się wieczność, a pełny obrót koła to 30 minut) i Westminster z Big Ben'em na czele.

Nie mieliśmy w planach takiego wieczornego spaceru, ale to były najlepsze chwile w Londynie. Piccadilly Circus to oficjalnie moje ulubione miejsce! Mrowisko pozytywnie nastawionych ludzi- w  jednym rogu ktoś gra na śmieciach, z drugiej strony ktoś tańczy, parę metrów za nim zapuszcza nutę jakiś beatboxer, a zaraz za nimi ktoś śpiewa. Do tego wiwatujące tłumy, wszystko pięknie oświetlone przez neonowe reklamy i światła słynnych czarnych taksówek oraz czerwonych autobusów.

Schowaliśmy mapę i skierowaliśmy się w kierunku największego młyńskiego koła na świecie. Po drodze ktoś przygrywał na gitarze utwór Paula McCartneya i natknęliśmy się na kameralny festiwal muzyczny, praktycznie zaraz obok London Eye, gdzie  uraczyliśmy się pysznym street-foodem. Na koniec poszliśmy pod Big Bena, który oznajmił dzwonieniem swoją obecność, tak jakby chciał zwrócić uwagę, że jeszcze tu stoi gdyby ktoś nie zauważył. Usatysfakcjonowani wróciliśmy do hotelu.

Czego nie robić? Nie pytać Londyńczyków którędy do "massive clock" mając na myśli Big Ben

Co robić?

Mija drugi dzień. Jeżeli korzystałeś z komunikacji miejskiej to czas doładować kartę za 5 funtów. To powinno wystarczyć aby przeżyć dzień trzeci. Jeśli tego nie zrobisz, to będziesz miał rano problem, bo w Twojej okolicy nie zawsze znajdziesz punkty gdzie można zasilić Oyster Card.

londyn

londynlondyn

Co robić? Jechać rano do Notting Hill!

Stoiska z ręcznie robionymi przedmiotami, targ antyków, modne sklepy, poranny gwar i ogólny czar tej dzielnicy sprawiają, że poczujesz się jak Hugh Grant i Julia Roberts. Niestety nie mieliśmy czasu żeby powęszyć i odszukać filmowych miejsc.

Jechać na Abbey Road?

Warto wiedzieć, że przystanków autobusowych z nazwą Abbey Road jest kilka. Przekonani, że dojechaliśmy do celu, zdziwiliśmy się niemiłosiernie kiedy miejscowy powiedział, że czeka nas 25 minut marszu do studia Abbey Road i słynnego przejścia dla pieszych z okładki Beatlesów. Najlepiej popatrzeć, który przystanek jest najbliżej. Tak czy inaczej warto było zobaczyć. Kolejne marzenie spełnione.(jestem fanem Beatlesów, więc zrozumcie, że po prostu musiałem mieć tam zdjęcie!).

Gdzie zjeść?

My postawiliśmy na Cafe Monocle, niedaleko Muzeum Sherlocka Holmesa. Pyszne przekąski, do tego świetne piwo i domowa lemoniada!

Co robić? Pobawcie się w detektywów! Tylko dla fanów Sherlocka!

Poza odwiedzeniem Baker Street, koniecznie pojedź na Leinster Gardens i spróbuj odszukać tajemniczy nieistniejący dom. Nie mogłem uwierzyć, że atrapa budynku rzeczywiście istnieje! Następnie zadaj sobie trochę trudu i znajdź budynek, który udawał w serialu legendarne mieszkanie Detektywa i jego wiernego Doktora. zdjęcie Zdjęcie przy drzwiach obowiązkowe! Natknęliśmy się na azjatyckiego pochodzenia parę robiącą sobie właśnie ślubną sesję ku jednoczesnemu zdziwieniu i uciesze sąsiadów. 

 

 

Mamy nadzieję, że nasz mały fotoprzewodnik spełnił swoją rolę, a zdjęcia nakręciły Cię do zaliczenia Londynu! W razie pytań zostaw komentarz. Wkrótce wpis z kolejnej podróży- tym razem samochodowej! Wszystkie fotografie są autorstwa: Katarzyna Mencfel i Demetriusz Wenglarczyk(lexpressive.pl)

Related Post

To Mały krok dla Ciebie, ale Wielki dla mnie - podziel się!

7 thoughts on “Co robić i czego nie robić czyli 3 dni w Londynie z aparatem.

  1. Hej! Jadę na weekend do Londynu z chłopakiem- czy możemy jeździeć na jednej oyster card? Z Twojego wpisu wynika, że tak własnie robiliście, ale gdzie indziej wyczytałam, że tak sie jednak nie da 😉

  2. Pięknie to wszystko ująłeś, lecę do Londynu na początku pażdziernika, trochę się obawiam bo nie znam za bardzo języka , ale dam radę , już wielbiam Londyn po Twoim wpisie, zdjęcia przepiękne, czuję klimat, pozdrawiam i życzę dalszych udanych eskapad.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *