Depresja blogera czyli chciałem hajsu, a nie mam na waciki.

Depresja blogera czyli chciałem hajsu, a nie mam na waciki.

  Tak, to ten dzień. Dzień, w którym czujesz, że wszystko jest do dupy, niczego nie potrafisz, wszystko wyślizguje Ci się z rąk niczym malinowy kisiel. Twoje cele nawet nie wyszły z fazy planowania. Na ścianie, zamiast magnetycznej tablicy z milionem kartek i karteczek, równie dobrze mogłaby wisieć rozgwiazda.

Na telefonie tysiąc aplikacji do zarządzania czasem, których ani razu nie otworzyłeś. Stan zawieszenia umysłowego. Grawitacja dzisiaj wygrywa. Nigdzie nie polecisz. To ten stan, kiedy nawykowo otwierasz lodówkę, po czym ją zamykasz jeszcze bardziej poirytowany. I tak sześć razy.

Czujesz, że wszyscy wokół radzą sobie lepiej od Ciebie. Utwierdzasz się w tym logując się na Facebooka. Patrzysz na statystyki bloga, którego zakładałeś ponad rok temu myśląc, że odkrywasz Amerykę i myślisz, że Twoje życie nie ma sensu. Marzyłeś o milionach. Nie masz nawet na kawę. Cud, że pijesz czarną bez cukru, bo jeszcze musiałbyś pożyczać.

   Tak, dzisiaj jest właśnie taki dzień. Dzień, w którym cały Twój trud wydaje się bez sensu. Jakbyś był dokładnie w tym samym miejscu co rok temu. Nic się nie zmieniło. Świat poszedł na przód, a Ty nie nadążasz. Naukowcy odkryli wodę na marsie, ale jednak to nie była woda.

W warunkach laboratoryjnych cząsteczkom udało się przekroczyć prędkość światła, ale okazało się, że zrobiły wszystkich w konia. Odkryto niesforczaki - praktycznie niezniszczalne, mikroskopijnej wielkości organizmy o niezwykłej zdolność przystosowawczej - na ulicach zamieszki, strzelaniny i gwałt. Powstał nowy model iPhona - taki sam tylko inny.

Odkryto nowy gatunek ryby i kilka trumien w Świebodzinie. Sean Bean wreszcie nie zginął w żadnym filmie. Tym samym przełamał jedną z tradycji kinematografii. Do władzy w Polsce doszła jedyna słuszna i namaszczona przez Boga partia.

A u Ciebie wciąż lipa. Napisałeś trylion wpisów, masz więcej kont społecznościowych niż mucha oczu, straciłeś trzy lata świetlne na zgłębianie tajników sztuki wordpressa, a i tak bliżej Ci do Wookiego niż do Yody. Chciałeś być Jedi. Chciałeś być viral. Masz pięć tysięcy odsłon i wpisujesz w google "statystki bloga stoją w miejscu, co robić" . To naprawdę kiepski dzień.

   Wiem dokładnie co czujesz. Masz wrażenie, że nigdzie w życiu nie zajdziesz. Twoje wypociny nikogo nie obchodzą. Równie dobrze mógłbyś krzyczeć pod powierzchnią wody. Wokół Ciebie sami trendseterzy, sami kreatorzy opinii, sami ludzie sukcesu.

Najśmieszniejsze koty świata. Gadające psy. Zarabiający trzynastolatkowie z padem w ręku i pieluchą w gaciach. Miliony wyświetleń na blogach modowych prowadzonych przez  nastolatki, które zarabiają więcej od Ciebie. Czekaj, przecież Ty w ogóle nie zarabiasz.

Sponsorzy zabijają się o możliwość współpracy z "szafiarkami".  Twoi znajomi jeżdżą po świecie, na ich tablicy są same zajebiste rzeczy. Zaczynasz się porównywać. Przezornie wykupujesz miejsce na cmentarzu.  

   Ludzie znów zaczynają traktować Cię po macoszemu: a robisz coś poza tym blogiem? a jak tam studia? a piszesz tą pracę, a zarabiasz coś na tym? a kiedy ślub? a kiedy jakieś ważniejsze rzeczy...? W odpowiedzi zwiększasz częstotliwość wpisów, zaczynasz zastanawiać się co ludzi kręci, zamiast pisać o tym, o czym chciałeś na samym początku.

Znów patrzysz na statystyki - na chwilę się podnoszą, żeby z powrotem sięgnąć dna. Za to Ty sięgasz po coś słodkiego, robisz sobie herbatę, zaczynasz sprzątać i znów zaglądasz do lodówki. Czekasz na wenę. Odsuwasz od siebie myśl o porażce. Nie wyciągasz wniosków, na razie przykładasz plaster na świeżo rozdrapaną ranę.

Oglądasz zaległy odcinek Suits i zazdrościsz wszystkim inteligencji i zajebistości. Dzwonisz do kumpla - u niego gwiazdka trwa cały rok, a z Mikołajem jest na "Ty". Masz jeszcze większego doła. Odnosisz wrażenie, że wszyscy dookoła to rekiny biznesu, mureny internetów, piranie lajfstajlu.

Ty przez rok piszesz kreatywne teksty. Ktoś inny przez rok zmienia ubrania w garderobie i robi sobie zdjęcia na kolejnym murku w centrum miasta z graffiti w tle.

Może Ty też powinieneś pisać o męskiej modzie? Może stworzysz na blogu dział z dizajnem? Może czas wejść na Youtube z następnym karaoke w aucie! Kamera-jest! Muzyka-jest! Nieprzeciętne umiejętności synchronicznego poruszania ustami w rytm muzyki - są! Auto? Nieobecne.

    Nikt nie dba o Twój światopogląd. Fanpage już dawno poszedł na dno. Przecież nie możesz wciąż płacić Facebookowi za marne kilkaset wyświetleń. Nigdy nie uda Ci się nic. Nie nadajesz się do żadnej pracy. Czujesz, że studiujesz coś, czego nie chcesz robić w życiu. Zazdrościsz znajomym, którzy z wyjściem z łona matki wiedzieli, że chcą zostać prawnikami, lekarzami, architektami.

Kryzys ćwierczwiecza. Depresja blogera. Jak żyć żeby się nie narobić, a dużo zarabiać? Albo jak żyć by robić to co kocham i dużo zarabiać? Czy trzeba mieć dużo hajsu żeby być szczęśliwym? Czy miłość wystarczy?

A może będę podróżował i pracował zdalnie! Tak, praca w laptopie, brak ograniczeń czasoprzestrzennych. Tylko Ty, Twój iMac oraz iKot freelancer. Marzenie ściętej głowy.

Jest poniedziałek, weź NIEPIERDOL i wypij kawę.

Related Post

To Mały krok dla Ciebie, ale Wielki dla mnie - podziel się!

13 thoughts on “Depresja blogera czyli chciałem hajsu, a nie mam na waciki.

  1. Wpisałam w googla „depresja blogera”, żeby się troche rozśmieszyć (mimo, że deprecha minęła mi 5 minut przed szukaniem tekstu). Zajebistość panie, zajebistość!
    Dzięki i pozdro600! 😉

  2. Demetriuszu! Uwielbiam Cię za inteligencję (do kwadratu), styl pisania (o panie!), pomysłowość (człowieku!). To, co sobą reprezentujesz, jest lepsze niż wszystkie koty internetu i cycki, dlatego… oczekuj wkrótce na maila z propozycją współpracy 🙂

    Mam nadzieję, że taki komentarz zrobił Ci dobrze 😉

    PS Te mikroorganizmy odporne na wybuch bomby atomowej to niesporczaki (przez ‚p”, nie „f”), ale to drobiazg 😉

    1. Dziękuję serdecznie! Szalenie miło mi się zrobiło! W takim razie z niecierpliwością czekam na kontakt panie/pani niewiemskądsięwziąłeśaletakikomentarznormalniesięniezdarza. 😉

      P.S. Niesporczak nie brzmi już tak uroczo jak niesforczak.

  3. To wszystko przez Kominka 😉

    Miłość nie wystarczy, ale pomaga w zdobyciu „gór”. Na pociechę Ci powiem, że ja mam po 100 odsłon! I co, mam się zakopać żywcem?

    1. Pij, pij – mi kawa pomogła. Depresja blogera trwała prawie 2 miesiące i gdyby nie kawa i najbliżsi nie wróciłbym do blogowania:D #problemy #pierwszego #świata

  4. SUPER . ZAWSZE WIEDZIAŁEM, ŻE W KOŃCU NAPISZESZ COŚ LEPSZEGO ODE MNIE. MOCNE.
    DYLAN MÓGŁBY SKROIĆ Z TEGO NIEZŁY TEKST SWOJEGO PROTEST SONGU.

  5. Oj weź, dzisiaj jest taki właśnie dzień, że wszyscy radzą sobie lepiej i jakoś od początku lepiej ogarnęli świat. I po cholerę było to uczenie się dziwacznych, nie powiązanych ze sobą rzeczy, dlatego, że są spoko? Nikt nie chce dzisiaj dziwacznych rzeczy.

    …ale może jutro zechce?

    Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *