Dlaczego nie kapuję fenomenu „indie games”?

Dlaczego nie kapuję fenomenu „indie games”?

 

 

  Gry niezależne w perspektywie 25 - latka. Gościa, który urodził się w latach 90 -tych. Pierdyliard świetlnych lat temu - patrząc przez pryzmat rozwoju gier komputerowych i nowych technologii. To perspektywa gościa, dla którego przełomem nie był Avatar, ale Matrix. Gościa, który nie urodził się z owiniętym w pępowinę smartphonem. Gościa, który nigdy nie był zapalonym gamerem, ale pamięta czasy gimbusów i ówczesnych szkolnych pracowni komputerowych. Pamięta, że nie było wtedy gier tak zajebiście zaawansowanych jakie mamy dzisiaj. Graliśmy na "długiej" w Dave'a, Quake'a, Dooma, Mario, Liero, Wormsy, Stunt GP albo kampowaliśmy (nie kampuj!) w Counter Strike'u. Potem był Midtown Madness i pierwsze NFS'y. Chciałbym mieć czas żeby "grać w gry", które dostępne są teraz na rynku. Dlatego nie kapuję fenomenu gier niezależnych.

 


Indyki


   Jak w każdej dziedzinie życia - jest mainstream i jest scena niezależna czyli "indie" (od independent, a nie od Indii). Możesz, tak jak wszyscy, ścierać okna szmatką, a możesz użyć elektrycznej ściągaczki do okien jakiej używa moja mama. Możesz nosić ciuchy z H und M bądź ubierać się w MSBVH albo w ogóle ciuchów nie nosić (choć podobno hipsterzy już są na wymarciu - teraz miasta zdominowała nowa inwazja zombie - rządzą "yuccie" od Young Urban Creative). Nie wspominam już o branży muzycznej czy filmowej - gdy imperium rośnie w siłę, zawsze pojawi się grupa rebeliantów, którzy chcą czegoś innego. To samo dzieje się od paru lat w branży gier komputerowych i moblinych.

gry niezależne
Minecraft gameplay, źródło: youtube.com

 

   Kiedy to piszę, gry niezależne - tzw. indyki - mają już swoją ugruntowaną pozycję na świecie. Jeszcze kilka lat temu "indyki" robiły takie wrażenie jak Steve Jobs mówiący o tym, że chce wprowadzić na rynek telefon z jednym przyciskiem zamiast klawiatury QWERTY. Wszyscy pukali się w czoło. A dzisiaj wszyscy grają w Minecrafta. Od tego chce zacząć. Jaki cel przyświecał twórcom tej pikselozy? W dobie dążenia do doskonałości, ultra-realizmu, hiper-jakości, jakimś cudem ta, zrobiona przez jednego gościa, kwadratowa, mogąca posłużyć jako studium graficznej brzydoty gra,  stała się fenomenem przyciągającym miliony użytkowników. O jej sukcesie niech świadczy to, że autor sprzedał jej prawa Microsoftowi za 2,5 miliarda dolarów! Jeśli gry możemy uznać za sztukę, to Minecraft będzie sztuką współczesną - brzydkie to i tandetne, ale się sprzedaje. Jednak to tylko czubek góry lodowej, której ogromu i potencjału mój mózg nie ogarnia. Poza tym Minecraft to już mainstream, więc kończę temat.

  Ostatnia dekada to prawdziwy przełom w historii gier niezależnych. Wraz z ogólnoświatowym dostępem do szybkiego Internetu pojawiły się nowe możliwości dla szalonych, kreatywnych developerów. Możliwości ich tworzenia oraz udostępniania jak i popularyzacji. Tu największą zasługę mają Youtuberzy nagrywający swoją rozgrywkę i umieszczający powstałe filmiki w Sieci. To dla mnie następny niepojęty fenomen. Jak można siedzieć i oglądać jak ktoś napierdziela w grę, zamiast samemu w nią grać? To podwójna strata czasu. Dzisiaj czuję się jak własna babcia, która internety zna tylko z telewizji: wie, że coś takiego istnieje, ale dlaczego tyle ludzi marnuje na to życie? Cywilizacja, phi.

 


Grać czy nie grać?


   Rozumiem, że gry niezależne są fajne, bo są niezależne. Tak jak wszystko co jest niezależne dopóki nie stanie się "głownym nurtem". Można upatrywać się w tym jakiejś głębszej filozofii. Pewnie "indyki" mogą zaoferować graczom coś, czego w pewnym momencie zabrakło grom z mainstreamu. Ale co? Duszę? Ciekawszą fabułę? Dojrzalsze treści? Większy poziom trudności? To może by mnie przekonało, gdyby nie to, że jak patrzę na oprawę graficzną niektórych "indyków" to chce mi się wymiotować. Doceniam atmosferę gier typu "Year Walk" albo minimalizm produkcji typu "Thomas Was Alone" czy niezaprzeczalny urok "World of Goo", ale za cholerę nie umiem pojąć fenomenu gier pokroju Minecrafta. Może to dlatego, że wychowałem się w erze, w której ścigamy się ze światem, o to kto jest bardziej fotorealistyczny - rzeczywistość czy fikcja? - a przygodowa gra oparta na pikselach wydaje mi się totalnym absurdem.  Może ktoś z młodszego pokolenia wyjaśni moje bolączki i skróci moje hamletowskie męki?

gry niezależne
1. "Thomas Was Alone" 2. "Year Walk" Źródło: youtube.com

 

  Nie będę już biadolił. Rozumiem, że rozwój człowieka jest możliwy dzięki ciągłemu eksperymentowaniu, a ludzka kreatywność nie powinna być ograniczana. W przypadku gier "indie" pomysłowości twórcom odmówić nie można. Niestety, tak jak w każdej dziedzinie sztuki, to od Ciebie zależy czy jesteś w stanie odróżnić ziarno od plew. Na razie możemy być pewni, że tak jak przetrwanie ludzkości zależy od ilości zjedzonych kurczaków, tak przyszłość następnych pokoleń zależy do rozwoju "indyków". Nie tylko w dziedzinie gier "komputerowych".


 zdjęcie wpisu: Polytron Corporation / wikimedia commons CC 3.0 / changes were made in original image

Related Post

To Mały krok dla Ciebie, ale Wielki dla mnie - podziel się!

7 thoughts on “Dlaczego nie kapuję fenomenu „indie games”?

  1. Nie zostaje się starym człowiekiem jak się ma 25 lat, tylko jak się zaczyna marudzić 😛

    Ja też Minecrafta nie rozumiem, ale to dlaczego ludzie chcą grać w niego godzinami może wyjaśniać łatwy początek i to, że jak powtórzymy coś parę razy to zaczyna nam się podobać – tak samo jak z piosenkami puszczanymi w radiu na okrągło: https://en.wikipedia.org/wiki/Mere-exposure_effect

  2. Jestem graczem, przyznam się szczerze. Jestem graczem od momentu jak skończyłam dziewięć lat, a w dużej mierze właśnie grom zawdzięczam tworzenie wielopoziomowej, skomplikowanej siatki zdarzeń i zależności w moich tekstach (opowiadaniach, których nie publikuję). Uwielbiam gry właśnie za ten realizm: Wiedźmin, Mass Effect – grafika, która ma wyglądać jak grafika filmu, jak życie. Choć nie gardzę innymi grafikami, typu Bordelands, gdzie twórców podziwiam za typową kreskę amerykańskich komiksów. Wierność tej kresce sprawiła, że pokochałam grę. Najbardziej jednak, poza grafiką, lubię przeżyć inne życie.
    Tak jak czytanie udostępnia nam przeżywanie czegoś za pomocą bohatera powieści, tak samo gry fabularne udostępniają nam inną rzeczywistość. Lubię czasami przeżyć coś nowego. Potrafię zatracić się w wirtualnej rzeczywistości na kilka długich dni.

    Jednakże, jaki jest fenonem Minecrafta? Nie wiem i podpinam się pod Twoje pytanie.

    1. Grałaś może w Wolf Among Us? Polecam, jeśli lubisz dobrą kreskę i duszny klimat kryminału:) Pozdrowienia!

  3. Tak, odnośnie Minecrafta mam identyczne reakcje, zwłaszcza jak w sklepach na miejscach dla topowych książek widzę te pikselowe poradniki.. Natomiast fenomen popularności „gameplay” na youtube jest ciekawym zjawiskiem, warto do tego wspomnieć, że najpopularniejszy (conajmniej jeden z naj) kanał w całym Yt to właśnie (głównie) gameplayowy PewDiePie. Sama oglądam czasem video z rozgrywek i czasem można to zrozumieć przez ciekawą fabułę plus sensowne/wyjątkowo wesołe komentarze i zachowania grającego. Jeżeli gramy dla przyjemności, a oglądanie czyjejś rozgrywki też nam jej dostarcza to jestem w stanie to zrozumieć, a z pewnością bardziej niż fenomen Minecrafta 🙂

    1. Dzięki za komentarz!:) Karo – jestem w stanie zrozumieć śledzenie rozgrywki kiedy to gra z określoną fabułą. Dzisiejsze gry, jak choćby najnowszy „Tomb Rider” czy „The Last of Us” mają szalenie wciągającą fabułę i oglądanie ich można porównać do trzymającego w napięciu filmu. Tak czy inaczej wolę sam w nie zagrać niż patrzeć jak ktoś gra i w najlepszym momencie psuje cały klimat swoim żartem – udanym, ale denerwującym akurat w danej sytuacji. Jestem stary. To jedyne wyjaśnienie. Pozdrowienia!

  4. Nic dodać nic ująć, ale może ktoś(np super łoś) kto gra w lub ogląda indyki może dodać coś od siebie-jestem ciekaw.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *