Jak jednocześnie nienawidzić i kochać Gwiezdne Wojny?

Jak jednocześnie nienawidzić i kochać Gwiezdne Wojny?

Mój plan wykonam - każdy mi to przyzna
Jeżeli chwilę radości wesołej
Dam chłopcu, co jest na poły mężczyzną
Albo mężczyźnie, co chłopcem na poły.

Arthur Conan Doyle.

 

"Only a Sith deals in absolutes." - Obi-Wan Kenobi.


   Trudno wytłumaczyć fenomen Gwiezdnych Wojen komuś, kto nigdy filmu nie oglądał. Tak, są jeszcze na świecie takie osoby! Próbowałeś to kiedyś zrobić? Nawet nie powinienem podejmować tematu, który jest tak złożony, wielowymiarowy i niejednoznaczny. Tematu, który stał się źródłem setek mądrzejszych analiz i odniesień w wielu książkach, filmach, serialach, w sztuce, a nawet w pracach naukowych. Nawet mnie - wielbiciela tej serii - wciąż wiele rzeczy zaskakuje i zadziwia. Dlaczego użyłem słowa "wielbiciel"? To asekuracyjne określenie. Na wypadek gdyby czytał to ktoś z fandomu Gwiezdnych Wojen. To prawdziwi fanatycy, którzy takich jak ja - "zwykłych" fanów - traktują po macoszemu. To grupa, której zależy na kanonicznej ścisłości, nie na dobrej zabawie. Jednak potwierdzają fakt, że film stał się przedmiotem ogólnoświatowego kultu, który trudno z czymkolwiek porównać, a dla wielu z nas oglądanie lub nieoglądanie Sagi, stało się warunkiem koniecznym do zawiązania nowej znajomości... Nie bez powodu cytat Obi-Wana otwiera ten akapit.

 

 "Here's where the fun begins." - Han Solo.


 

   Saga o przygodach rycerzy Jedi jest niewątpliwie jednym z symboli XX wieku. Przyniosła sławę jej twórcy - wizjonerowi z małej miejscowości w Stanach Zjednoczonych - Georgowi Lucasowi. O jej popularności świadczy to, że według wszelkiego rachunku prawdopodobieństwa, nie ma na świecie osoby, która nie słyszałaby o Gwiezdnych Wojnach. Nawet jeżeli filmów nigdy nie oglądałeś, jesteś w stanie z powodzeniem wymienić najważniejszych bohaterów Sagi, wiesz, że Darth Vader jest ojcem Luke'a Skywalkera (uwaga spoiler!), kojarzysz śmieszne roboty i dziwnie gadającego futrzaka. Wiesz także, że filmy powinno się oglądać w określonej kolejności, choć niezmiernie Cię to dziwi. Nawiązania do dzieła Lucasa są wszędzie - w reklamach, w serialach, w filmach, w książkach, w pracach artystów. Przez całe życie jesteś zasypywany informacjami na ten temat.  Nie wiem czy wiesz, ale firma Google wykupiła od wytwórni filmowej Lucasa, prawa do słowa "droid", które posłużyło do stworzenia nazwy znanemu nam dzisiaj świetnie systemu operacyjnego Android. Mark Zuckerberg - najbogatszy nerd na świecie - zorganizował swoją bar mitzvah pod szyldem właśnie Gwiezdnych Wojen. Przykładów jest znacznie więcej, ale te powyższe może trafią do młodszych czytelników.

   Jeśli masz jeszcze jakieś wątpliwości co do magii oddziaływania Gwiezdnych Wojen przytoczę tutaj pewną krótką historię: w 2013 film został przetłumaczony, jako pierwszy film w historii, na język ludu Nawaho, którym posługują się do dziś nieliczni potomkowie rdzennych mieszkańców Ameryki. W małej mieścinie o nazwie Window Rock - stolicy Nawahów -  w Arizonie, zdubbingowany film wyświetlono ku uciesze młodzieży, rodzin z dziećmi oraz starszyzny. Był rok 2013. Emocje towarzyszące projekcji były porównywalne do tych, które odczuwali ludzie po raz pierwszy oglądający film w roku 1977. To bez wątpienia najlepszy przykład na to, że międzygalaktyczne przygody są ponadkulturowe, ponadpokoleniowe i ponadczasowe. 

“Truly wonderful the mind of a child is.” - Yoda.


  W tym roku Saga inspiruje kolejne pokolenia młodych Jedi - za kilka dni ukaże się przecież długo oczekiwana premiera kolejnej części serii. Na całym świecie od paru miesięcy miliony widzów - małych i dużych, chudych i grubych - z niecierpliwością czekają na 18- tego grudnia. Przez jeden dzień na chwilę zapomnimy o współczesnych dylematach, podziałach, polityce i przeciwnościach losu dnia codziennego. Ja odliczam od dłuższego czasu dni do premiery i próbuję się nie rozpłakać na kolejnych odsłonach zapowiedzi nowego filmu. Choć nie zawsze mi to wychodzi. Podejrzewam, że na premierze uronię nie jedną łzę. Czuję się trochę jak Jude Law w Holiday. No cóż, mężczyźni też płaczą. Nie bez powodu na samym początku przywołałem cytat, który pochodzi z książki Zaginiony Świat Arthura Conana Doyla z 1912 roku. W późniejszych latach został wykorzystany w materiałach prasowych promujących Gwiezdne Wojny. Już 18 grudnia poczuję się - wraz z milionami mężczyzn i kobiet- jak dziecko, które na nowo odkrywa świat z iskierką w oczach.

  Nie chcę żeby ten wpis sprawiał wrażenie epitafium. Posłużę się zatem cytatem, który w pełni oddaje ducha każdego fana serii. W 2005 pewien gość - imieniem Andrey Summers - napisał w swoim felietonie pod tytułem "Złożona i przerażająca rzeczywistość fandomu "Gwiezdnych Wojen" kilka zdań, z którymi na pewno każdy z nas się utożsamia:

Bycie fanem Gwiezdnych Wojen wymaga posiadania umiejętności dostrzegania błędów i niedociągnięć, ale w ogólnym rozrachunku nie mogą one przysłonić idealnego obrazu. Każdy prawdziwy fan jest Luke'em Skywalkerem, który patrzy na swojego zdeformowanego, złego ojca i dostrzega w nim mimo wszystko dobro.

   W tym samym felietonie Andrey Summers podsumował fanów może zbyt dosadnie, ale trafnie: "nienawidzimy wszystkiego w Gwiezdnych Wojnach, ale idea Gwiezdnych Wojen... to ją właśnie kochamy". Galaktyczne uniwersum będzie się powiększać dzięki nowym pokoleniom widzów, przyciąganym do kin przez następne części Sagi, spin-offy, nowe gry komputerowe, seriale, dodatki do kanonu. Mimo, że mityczna epopeja Lucasa będzie nadal przedmiotem niezliczonej fali krytyki, jego idea będzie stale poruszać serca widzów na całym świecie. Dlatego nie skreślajcie osób, które nie widziały Gwiezdnych Wojen, z listy znajomych - przekonajcie ich, że warto. Po trzy-dniowym maratonie wszystkich sześciu części we właściwej kolejności, zabierzcie ich do kina na premierę Przebudzenia Mocy. Niech staną się częścią tej pięknej baśni, w której dobro zawsze wygra ze złem. Jesteście ich ostatnią nadzieją.

 


Wpis zainspirowany świetną książką autorstwa Chris'a Taylora "Gwiezdne Wojny. Jak podbiły wszechświat?"

 

gwiezdne wojny fenomen

Related Post

To Mały krok dla Ciebie, ale Wielki dla mnie - podziel się!

2 thoughts on “Jak jednocześnie nienawidzić i kochać Gwiezdne Wojny?

  1. Okej, jestem, przeczytałam. Widziałam Gwiezdne Wojny dawno temu, za dzieciaka i prawdę mówiąc, interesuje mnie premiera, choć nie nazwałabym siebie fanką, miłośniczką itd. itp. Od czasu do czasu chodzi przychodzi mi na myśl, by odświeżyć pamięć i zobaczyć jeszcze raz całą serię. Wiecznie jednak brakuje mi czasu.
    No ale, mnie bardziej w napięciu trzyma premiera World of Warcraft. I w sumie natchnąłeś mnie do tego, by napisać fenomen nieco innej serii. Dziękuję!

    1. Dzięki za komentarz Literacki Kocie – zawsze mogę na Tobie polegać! Jeśli zrobisz wpis o WOW, to chcę to przeczytać pierwszy! Ja w ogóle tej serii nie znam- wiem tylko, że jest coś takiego, wiem, że gra jest strasznie popularna i wiem, że twórcom udało się stworzyć ogólnoświatowe uniwersum. Ale co przyciąga ludzi, jaka jest myśl przewodnia, o co w ogóle w tym chodzi? Przyznam się z bólem i wstydem, że nie wiem. Mam nadzieję, że odpowiesz na nurtujące mnie pytania!:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *