Kieszonkowa ideologia. Dzisiaj każdy musi mieć swoją. Prawą albo lewą.

Kieszonkowa ideologia. Dzisiaj każdy musi mieć swoją. Prawą albo lewą.

Lewo albo prawo. Tak albo nie. Zero albo jeden. Czarne albo białe. Białe albo czerwone.

Jak biało - czerwone, to tylko kiedy 11 chłopa kopie piłkę po trawniku, a pierdyliard ludzi ma z tego powodu orgazm. Kto nie, tego "jebnąć ze łba".

Abstrahując od tendencyjnego przykładu na temat piłki, w naszym społeczeństwie coś się ostatnio popsuło. Gnije i śmierdzi. A może zawsze tak było, tylko w dobie powszechnej (dez)informacji, tak bardzo mnie to kłuje w oczy?

Max. do 7 minut czytania.


Co mam na myśli? To, że nagle każdy musi się wypowiedzieć na dany temat. Każdy musi się określić. Każdy musi mieć własną ideologię. Nie ma środka. Jest tylko lewo albo prawo. Jest tylko wierzący albo niewierzący. Patriota albo zdrajca. Dwa wąskie tunele i oba bez wyjścia po drugiej stronie.

Piszę ten artykuł, bo jest mi cholernie przykro. Kiedy przyglądam się poziomie debaty pod dosłownie każdym społeczno-politycznym postem na FB, kiedy czytam komentarze pod jakimś artykułem czy widzę wypowiedź polityka w telewizorni, nieustannie odnoszę wrażenie, że nie ma tu dla mnie miejsca. Niestety. Nie czuję się "rodakiem". To nie czytaj, nie oglądaj - pomyślisz. To nie takie proste. Czasami człowiek musi, inaczej się udusi.

Nie utożsamiam się z ani jedną, ani drugą stroną murowanej barykady. Bo są tylko dwie, prawda? I oczywiście każda słuszna. Tak, mam problemy z poczuciem tożsamości narodowej. Jak gdyby jej cząstkę za każdym razem ktoś mi wyrywał, podpalał, a potem zakopywał z poczuciem zwycięstwa. Ktoś po trochu mnie zabija. Tak pomału, żeby bolało.

Nieważne czy to konkretny polityk z sejmowej mównicy, czy jakiś ksiądz, który chyba minął się z powołaniem i nigdy nie powinien zostać księdzem, czy wreszcie zwykły użytkownik Sieci, któremu wydaje się, że jest nietykalny zza ekranu laptopa i może wymiotować słowem kiedy tylko mu się podoba. Nieważne. Część mojej psychiki ginie pod kołami tej maszyny nienawiści.

Coraz częściej chcę się wyrwać z okowów kraju, w którym nie ma miejsca na umiarkowanie i w którym wciąż zasłaniamy swoją ksenofobię narodowymi mitami o wielkich polakach, o wielkich klęskach, o wielkich zasługach, nie tylko religijnych oczywiście.

Coraz częściej widzę, że jedni zasługują na miano Polaków, a drudzy nie. W takim razie mam to w dupie. W moim przekonaniu na świecie jest miejsce dla każdego i nie trzeba patrzeć w jedną albo w drugą stronę. Jeśli nie w Polsce, to gdzie indziej. Trudno. Jakoś nie potrafię się przywiązać do tej ojczystej ziemi i jej plonów.

Dlaczego te plony potrafią z takim zacietrzewieniem i nienawiścią patrzeć na owoce? Nie dość, że w siłę rośnie nacjonalizm, który często przybiera formę stadionową, to jeszcze walczymy sami ze sobą. Wszyscy z tej samej ziemi. Z tej samej piaskownicy. Słowa nie można pisnąć, żeby nie zostać zaszufladkowanym i nie urazić czyichś poglądów lub przekonań.

Właśnie - skoro jesteśmy przy przekonaniach. Coś niebywałego, ale każdy musi je mieć, prawda? I trzymać się ich niczym wystraszone dziecko nogi swojego rodzica. Z przekonań rodzi się ideologia. Na siłę poszukujemy tej swojej. Jak jej nie ma, to musimy ją wybrać. Musimy się określić. Bez tego nie jesteśmy w stanie funkcjonować. Prawo, lewo albo jeb do piachu.

Nie dziwię się. To jest modne. Tak jak każdy musi mieć swoje motto, tak wszyscy mają swoją ideologię. Taki kieszonkowy podręcznik. Takie "Ideology for dummies". Mam wrażenie, że to idealne remedium na własne kompleksy.

Tak, ideologia jest prosta w odbiorze, łatwo-przyswajalna, szybka i przyjemna. Daje nam uproszczony i uporządkowany system wartości i obraz świata. Efekt gwarantowany. Jesteśmy razem, możemy się z czymś utożsamiać, możemy manifestować i zostaniemy poklepani po plecach przez tłum wyznawców. Czujemy dumę. Bez refleksji, bez kompromisu. Tak jest fajnie, w ten sposób nie musimy się zastanawiać nad tym czy świat jest szary. Wystarczy nam białe albo czarne.

polskie społeczeństwo

 

  Jesteśmy społeczeństwem fundamentalnym, niedojrzałym, histerycznym, bezkompromisowym i roszczeniowym. Krytykujemy te cechy u innych z powodu własnych kompleksów i bojaźni wobec zmian. Zmiany wiążą się z akceptacją, a ta prowadzi do tolerancji. Tej też się boimy, bo tolerancja to słabość. Nie chcemy być słabi, bo jesteśmy przecież pieprzonymi Sarmatami. 

Tak, to fałszywe przekonanie o naszym sarmackim rodowodzie zawsze rodziło, rodzi i będzie rodzić ksenofobię. Mity o polskiej tolerancji możemy włożyć między bajki. Kiedy tylko jest w miarę komfortowo odwracamy się od siebie nawzajem, a co dopiero od innych. Od obcych. Ale pal licho ksenofobię. Ta właśnie zazwyczaj uchodzi na zewnątrz. Zobacz, co dzieje się w środku. Tu jest prawdziwy gruczoł jadowy.

To między nami - urodzonymi w tym samym kraju, niejednokrotnie w tym samym szpitalu lub gdziekolwiek się rodzi - powstaje największy konflikt. To tu Frodo wchodzi do Mordoru. Ogień podsycany przez polityków, media i internetowe debaty rodem z przedszkola - "prze pani, bo on mi wziął zabawkę".

Każdy ma tylko swój punkt widzenia i nie zadaje sobie trudu żeby popatrzeć na świat oczami innego człowieka. Jak za aborcją - to grzesznik. Jak przeciw aborcji - to ciemnogród. Jak TVN - to lewy intelektualista. Jak TVP - to narodowiec. Czy naprawdę nikt nie uznaje już czegoś takiego jak "umiar", "kompromis" i "dystans"?

Nagle każdy stał się znawcą tematu? Karnistą? Lekarzem? Duchownym? Matką? Zostawmy aborcję, weźmy pod włos kontrowersje wokół stadnin koni arabskich - każdy został weterynarzem, stajennym, dyrektorem, zarządcą, hodowcą? Ludzie renesansu! Powinni Was zapraszać do telewizji. 

Po jednej i drugiej stronie siedzą osły z klapkami na oczach, którzy pozjadali wszystkie rozumy świata, tylko zapomnieli, że mają swój. Z klapkami na oczach można iść tylko w jednym kierunku. Przepraszam, nie iść - podążać. Za tykwą.

Wszystko się sprowadza do tego, że jak nie jesteś za, to jesteś przeciw i na odwrót. Osobiście, nie podoba mi się polityka PIS'u - nie lubię ich światopoglądu, odpycha mnie od nich jakaś niewidzialna siła. Mogę to porównać do reakcji wymiotnej kiedy słyszę disco-polo.

Ale bez przesady. Powiesz tylko słowo krytyki na byłą partię rządzącą (PO), to wrzucą Cię do jednego wora z wyborcami Kaczyńskiego. To oczywiście działa również w drugą stronę. Choć w tym kierunku jest chyba gorzej - zamówisz sojową latte i jesteś lewakiem, ba! lemingiem (tak, czytałem już takie "naukowe" teorie na pierwszej stronie Rzeczpospolitej...)

To samo jest z naszą religią. Tym razem jednak każdy posiada boską legitymację do wypowiadania się na temat rzeczy ostatecznych. Zostawcie tego biednego Stwórcę w spokoju. To już nie PRL. Nie trzeba manifestować na ulicy swojej przynależności, swojej wiary albo niewiary. Nikogo nie powinno to obchodzić. Ulica to nie miejsce do modlitwy. Kościół nie jest anty-systemowy od ponad 26 lat, a dalej zachowuje się jakby jego obecność polityczno-medialna była każdemu potrzebna do szczęścia i zbawienia. Z tego co pamiętam, to inaczej dąży się do zbawienia.

Zostańcie w domach i pomedytujcie czy cokolwiek tam robicie. Nie obchodzi mnie to. A u nas tylko od jednego bieguna do drugiego: jesteś wierzący albo nie, nie jesteś katolikiem to jesteś lewakiem, nie jesteś lewakiem, to jesteś prawiczkiem. Możesz być jeszcze katolikiem lewakiem czyli chodzić do kościoła i nie głosować na PiS. To już w ogóle niepojęte, prawda? (tu: śmiech, przez łzy)

Skąd się bierze takie podejście? Wydaje nam się, że jesteśmy lepsi od innych. Że wiemy więcej o życiu. Że wszystko nam się należy. Że tylko my mamy rację, a nawet jak mają ją inni, to tego nie przyznamy. Chodzimy po świecie z takim wyrazem twarzy jakby wszystko było nasze.

polskie społeczeństwo

 

 Myślisz, że to się powoli zmienia? Nowe pokolenie jest przekonane, że jest lepsze, mądrzejsze, bardziej otwarte i tolerancyjne?

Wręcz przeciwnie - moim zdaniem paradoksalnie wyrosło pokolenie ludzi zadufanych w sobie, roszczeniowo nastawionych megalomanów, którzy pomylili hedonizm z arogancją, poczucie własnej wartości z wywyższaniem się nad innymi i dumę z pychą. Społeczeństwo apatyczne i dysfunkcyjne, w którym każdy patrzy na czubek swojego nosa i wierzy, że jego zdanie ma znaczenie. Tylko nam się wydaje, że jesteśmy otwarci i tolerancyjni.

Owszem, jesteśmy otwarci dopóki nie trzeba na chwilę zamknąć drzwi i spojrzeć na coś z innej perspektywy. Jesteśmy tolerancyjni, ale kiedy ktoś chodzi do kościoła, to patrzymy stereotypowo i przypinamy metki. Tak, tolerancja zaczęła działać tylko w jedną stronę. Oczekujemy jej wobec siebie samych, ale nie dajemy jej w zamian.

Po jednej i po drugiej stronie są fundamentaliści, nie chcący nawet poznać racji drugiej strony. Ważne żeby wylać cysternę jadu na drugiego, zamknąć laptopa i pójść z powrotem do pracy. Niech się dzieje.

Nie ma dialogu, jest tylko przeżyj albo zgiń. Idziesz na KOD? - przypinają Ci metkę zdrajcy i komunisty. Idziesz na mszę - przypinają Ci metkę pisiora i ciemnogrodu. Masz ciemną karnację i brodę - dostajesz wpierdol. Ubierasz się inaczej niż w jeansy i bluzę - pedał. Społeczeństwo zero-jedynkowe. Nie ma odcieni szarości. Jest tylko białe i czarne.

Ta wyższość każdego nad każdym powoduje lekko spaczony obraz rzeczywistości. Wszyscy dookoła są tacy i siacy, a w ogóle nie patrzymy, jacy my jesteśmy. No, ale my jesteśmy narodem wybranym, przedmurzem z misją od samego Stwórcy. To my przeżyliśmy najwięcej, to my jesteśmy romantycznymi bojownikami o wolność naszą i waszą. Więc mamy prawo krytykować, możemy wiedzieć lepiej, mamy prawo oceniać. Nasze zdanie się liczy. Gówno prawda. Kim w ogóle jesteśmy żeby oceniać innych? Kim jesteśmy żeby forsować swoją kieszonkową ideologię?

Często zadaję sobie takie pytanie: czy wyszedłbyś na ulicę, zacząłbyś krzyczeć i nawracać ludzi, którzy myślą inaczej niż Ty? Kiedyś może się to sprawdzało. Teraz każdy potraktowałby Cię jak idiotę. Tak właśnie dzieje się na FB lub w każdej innej wirtualnej społeczności. Wyobraź sobie, że uczestniczysz w realnej dyskusji - czy właśnie tak by wyglądała?

Wszystko sprowadza się do tego, że zaczynamy oceniać przez zupełnie wypaczony pryzmat. Myślisz uchodźca i masz przed oczami obraz brudnego faceta z telewizorni, który mówi niezrozumiałym językiem, a do tego najpewniej jest terrorystą i gwałcicielem. Widziałeś chociaż jednego? Rozmawiałeś z nim? Znasz jego punkt widzenia? Wiesz co to jest zostać bez domu?

Wiesz ilu polaków kiedyś było uchodźcami? Wiesz, że są polskie "getta" na obrzeżach niektórych europejskich miast? - tak, polskie. Dla tych, którzy pojechali za granicę i też trudno im się zasymilować. Albo nie potrafią. Nie chciałbyś się tam znaleźć. Nigdy nie chciałbyś zostać bez domu. Nie życzę Ci tego. Ale wtedy może potrafiłbyś się wczuć w sytuację innej osoby. Nauczyłbyś się nie oceniać zbyt pochopnie. Nabrałbyś dystansu. Byłoby Ci naprawdę przykro, że ktoś patrzy na Ciebie przez to samo szkło, którym posługujesz się w tej chwili. 

Tak na koniec nalegam. Nie bądź ideologicznym betonem - bądź sobą, ciesz się z życia i nie ograniczaj swojego światopoglądu do środowiska, w którym się wychowałeś. Zostaw piaskownicę. Zostaw podwórko. Postaw się w czyjejś sytuacji. Analizuj. Przeżyj. Pomyśl dwa razy. Nabierz dystansu do siebie. 

We wszystkim należy mieć umiar - tak mówili starożytni i mieli cholerną rację.

polacy


zdjęcie1. flickr.com/thekirbster/cc2.0
z
djęcie2. flickr.com

Related Post

To Mały krok dla Ciebie, ale Wielki dla mnie - podziel się!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *