Rzuć wszystko, zostań blogerem i zarabiaj miliony? Bzdura!

Rzuć wszystko, zostań blogerem i zarabiaj miliony? Bzdura!

Blogi w Polsce są jak gepard pędzący za swoim posiłkiem. Rozpędzają się bardzo szybko i równie szybko się męczą. Gazela ucieka. Impala ucieka. Zostaje tylko młode gnu. A większości przypadków musisz zadowolić się zającem. Ważniejsze od pytania 'jak założyć bloga?' pozostaje pytanie 'jaki jest sens w prowadzeniu blogu skoro nie ma przy tym żadnych korzyści?'. A może jednak są?


To nie jest wpis motywacyjny (choć zakończenie jest pozytywne), to raczej bolączki raczkującego blogera. Takiego jak Ty. Jeżeli szukasz czegoś, co naprawdę zmotywuje Cię do pracy, to śmiało wchodź tutaj: 

10 Przykazań Pana B(l)oga czyli jak gonić za marzeniem.


Apostrofa do blogera

O Raczkujący Blogerze - bo do Ciebie kieruje ten wpis - jesteś zmęczony ciągłym uganianiem się za odbiorcami, zniechęcony walką o zasięgi na portalach społecznościowych? Na Google Plus masz ruch bujny jak roślinność na Atacamie? Na FB Twój post kliknęło tylu ludzi ilu mieszka w Luboszowie, pomijając tych niezameldowanych? Mam to samo.

Jestem zmęczony faktem, że nikt mnie nie czyta- widocznie trzeba się pogodzić z tym, że po 5 miesiącach blogowania dalej dryfujesz w czarnej dziurze - niestety bez sarkastycznego robota o imieniu TARS.

Najbardziej jednak męczy Cię fakt, że tylko nieliczni doceniają nakład pracy przy powstawaniu, rozwoju, promowaniu i ciągłym udoskonalanie bloga. Pracy przy pisaniu jednego wpisu. Wyskrobanie tekstu, to tylko czubek góry lodowej, to bułka z kupnym masłem orzechowym, po której Cię muli na tyle, że nie masz ochoty na nic więcej. Stworzyć wpis to tylko połowa sukcesu- to co dzieje się po publikacji- to dopiero czaso-jamochłon.


Pretensje rodziny

Znajomi i rodzina traktują Cię po macoszemu, bo nie widzą potencjału blogosfery. Czujesz, że każdy trzyma w ukryciu pretensje do Ciebie, które przy pierwszej okazji ujrzą światło dzienne. Dlaczego tak długo siedzisz na komputerze? Przecież to tylko blog. Mógłbyś wrócić do życia. Co? Najlepiej iść do korpo i pracować nine-to-five, prawda? I nic z tłumaczenia, że blog to ciężka harówka,  praca na co najmniej pół etatu. Pod warunkiem, że chcesz coś osiągnąć. Ale skoro już założyłeś blog, to miałeś w tym jakis cel, prawda?


Przecież robię to tylko dla siebie.

Możesz sobie powtarzać jak mantrę, że robisz to tylko dla siebie. Przecież Ty tylko narzuciłeś sobie dyscyplinę, uczysz się systematycznego pisania, doskonalisz umięjętności redaktorskie... bzdura!

Nie wciskaj sobie kitu, nie po to upubliczniasz swoje wypociny w internecie żeby nikt tego nie czytał. Zależy Ci na czytelnikach. To tak jakby prowadzić dziennik przemyśleń, który przecież piszesz sam dla siebie i wykrzyczeć jego treść przez megafon na Times Square. Inna sprawa czy ktoś w ogóle Cię zauważy. Chodzi mi o intencje. Cel - zdobyć widownię. Dla mnie wciąż nieosiągalny jak kamień alchemików. Nieuchwytny jak złoty znicz.

jak założyć bloga


Anonimowość w sieci?

Nie ma czegoś takiego jak anonimowość w internetach. Dzielisz się sobą, swoim życiem, uzewnętrzniasz się na każdym kroku. Można powiedzieć, że słynny hamletowski dylemat ontologiczny doczekał się swoistej parafrazy: zjeść czy wrzucić na Fejsa? Zjeść czy wrzucić na Insta?

Nie zrozum mnie źle. Nie twierdzę, że to bez sensu. To znak czasów, pewnik, który trzeba przyjąć na klatę i iść dalej, a nie hejtować. Zamiast tracić czas na hejt, podziel się czymś wartościowym- zajmie Ci to niewiele więcej czasu, a oszczędzisz nam sprzątania po swoich wymiocinach słownych.

Dla mnie motywacją do założenia własnej strony był fakt, że tak czy inaczej dużo czasu spędzałem w sieci, przeglądając fejsa, wrzucając zdjęcia z miejsc, w których byłem, co jadłem, co robiłem itd.

Pomyślałem, że skoro i tak upubliczniam siebie, to czemu nie zrobić z tego czegoś trwałego, konkretnego. I wyszło na to, że po 5 miesiącach mam dość. Jeśli tu dobrnąłeś, to znaczy, że również u Ciebie  nakład pracy włożony w tworzenie bloga jest niewspółmierny do spodziewanych efektów. Nie łam się. Pisz dalej. To zaprocentuje.


Stagnacja w mediach.

Stagnacja na blogu? Znasz to. Dzisiaj jednak środek ciężkości przechodzi na media społecznościowe, więc skupię się na tym. Założyłeś fanpage na FB, profil na Google Plus Atacama, konto na Twitterze, wrzucasz swoje obleśne kanapki na Instagram idąc za przykładem większych blogerów lifestylowych (patrz JasonHunt, który po każdym swoim pierdnięciu dostaje na dzień dobry 300 lajków- ale należy mu się), czy wreszcie- jesteś na Pintereście (rym dla błyskotliwych) oraz LinkedIn.

Tak naprawdę to jesteś k**wa wszędzie, nie musisz wychodzić z domu. I co z tego? Nic. Bo gubisz się wśród milionów milionów innych ludzi, blogerów, zwierząt, celebrytów- w tym zmarłych. Ja na przykład na Twitterze obserwuje Marilyn Monroe, która codziennie wrzuca jakieś swoje melancholijne, eschatologiczne frazesy. Może Marilyn żyje?


Zasięgi 

Facebook.
Płaczesz jak publikujesz? Zasięg: 200. Polubień: 2. No czasem 4 jeśli napiszesz o następnym rewolucyjnym pomyśle na makaron penne lub tartę z zapiekanymi porami. Komentarzy: null. Nie zamartwiaj się! Ja też tak mam i jeszcze przez dłuuugi czas tak będzie.

Facebook skutecznie ogranicza zasięg Twoich postów. Żeby mieć więcej, trzeba zapłacić. Kiedyś tak nie było - stąd ci, którzy wcześniej wyjęli rękę z nocnika, nie muszą tak bardzo walczyć o zasięg, bo mają średnio 20-30 tysięcy fanów(W tym pewnie jakieś 25 tysięcy nieaktywnych użytkowników, ale to już inna para kaloszy. Ty masz fanów 700, a polubień masz 4. Zasada jest ta sama) i zawsze dotrą do większej ilości ludzi. Niemniej, oni też płacą. A właściwie oni przede wszystkim płacą. Bo mają z czego. Wspomniany wcześniej JasonHunt zostawia na FB parę stówek miesięcznie. A może tygodniowo. Wszystko na ten temat. Puściłeś kampanię za 4 złote? Wiedziałem.


Pomoc dla powodzian.

Następny problem. Młodzi blogerzy się nie wspierają. Halo! Social media to dialog, nie monolog o Twojej wspaniałości. Nikt nie twierdzi, że nie jesteś zajebisty/zajebista. Ta sprawa jest oczywista. Ale w tej Twojej królewskości musisz odkryć w sobie połacie solidarności, egalitaryzmu czy bezinteresowności.

Ja codziennie wchodzę na stronę główną mojego fanpage, gdzie wyświetlają się te strony, które polubiłem (jako strona) i poświęcam 10 minut czasu na to, żeby dać komuś like, komentować, jeśli coś mnie zainteresuje, udostępniać zawartość, jeżeli mi się spodoba... Liczysz na aktywność na FB? - To sam się uaktywnij! Nie jesteś trendsetterem. Jeszcze nie. Jesteś gazelą. Ale kiedyś będziesz gepardem.

10 minut! Na pewno ktoś się odwdzięczy. Trzeba sobie zapracować. Na tym to polega. Blogowanie nie jest łatwe, prowadzenie fanpage'a też nie. Mimo, że wszystkim wokół wydaje się na odwrót. Nie przejmuj się. Oni są jak John Snow, jeszcze nic nie wiedzą.

jak założyć bloga


Znajomi, którzy promują Twój blog. Dobry żart.

Wiesz ile znajomych królika mam na FB? 480. To mało. Niektórzy moi znajomi mają po 1500. Nieważne. Wiesz ile osób polubiło stronę mojego bloga? 150. A gdzie pozostałe 330?

Może jednak jesteśmy znajomymi tylko na FB. Tak, to by wszystko wyjaśniało...  Idziemy dalej. Ilu z nich klika w moje posty? Dwóch, trzech. Maksymalnie.

Powód? Nie interesuje ich to co udostępniam? Nie dociera do nich, to co udostępniam? Może wrzucam za dużo? Nie dowiem się. I Ty też nie. Bo nikt Ci nie napisze co poprawić i jak uaktywnić odbiorców. Wielu znajomych w ogóle przestaje Cię obserwować po pewnym czasie.

Szkoda, bo widzę jak Ci sami znajomi lajkują zdjęcie siedzącego psa, słodkiego kota czy jajecznicy. Co za problem dać kciuk w górę? Ile to wymaga wysiłku? Na pewno wina jest po obu stronach. Wrzucaj więcej kotów, psów, cycków i pokemonów. Wiele razy przekonałem się, że aby zrobić sukces w social media, warto mieć fajnego psa.  Może dlatego coraz więcej ludzi kupuje psy? Pewnie tak.


Podsumowanie motywujące

Jedyne wyjście widzę w tym żeby się wzajemnie wspierać, stworzyć legion, który podjąłby sprawiedliwą walkę o zasięg. Nie mówię o wejściach na bloga. Mówię o zbudowaniu publiczności w mediach społecznościowych, tak aby łatwiej było promować zawartość naszej osobistej strony.

Sam wyłapuję na FB wartościowe blogi, które dopiero raczkują. Ty też to zrób. Lajkujmy się nawzajem na FB, oznaczajmy się, udostępniajmy swoją zawartość, nie patrzmy tylko na siebie.

Opracujmy listę nowych blogów, na które warto zwrócić uwagę, stwórzmy kółko wzajemnej adoracji, wymieniajmy się linkami, promujmy się. Bądźmy stadem gazeli, ławicą ryb, kluczem ptaków, mrowiskiem. Na jednym gwoździu nie możesz się oprzeć, bo zawsze się skaleczysz. Tysiąc gwoździ utrzyma fakira.


Wpis zainspirowany został książką "Blog" autorstwa Tomka Tomczyka oraz wpisem: "Rzuć szkołę, rzuć pracę, rodzinę. Zostań blogerem i zarabiaj miliony"

źródło zdjęcia wpisu: RYAN MCGUIRE /Gratisography.com

Related Post

To Mały krok dla Ciebie, ale Wielki dla mnie - podziel się!

31 thoughts on “Rzuć wszystko, zostań blogerem i zarabiaj miliony? Bzdura!

  1. Bardzo zgrabnie ujęty w słowa szlag, który trafia mnie za każdym razem, kiedy wrzucam coś na swojego fanpage’a i nie dostaję tego cholernego lajka nawet od najlepszej przyjaciółki, chociaż widzę, że 3 minuty temu polubiła zdjęcie śniadania Ewy Chodakowskiej. Boli. Będzie bolało.

    1. Taak, wszyscy nauczamy się odpuszczać prędzej czy później. Więc FUCK IT. Warto skupić się na innych rzeczach skoro pewnych nie jesteśmy w stanie przeskoczyć. Poza tym na FB coraz ciężej prowadzić skuteczne działania. Czasem wydaje się, że świetny post, super tytuł i przyciągająca zajawka to za mało, a czasem jakaś miernota, której nie dawaliśmy szans znajdzie więcej „nabywców”. świadomość, że nie jesteś sama ze swoim szlagiem jest pocieszająca, prawda? Cieszę się, że przeczytałaś i dalej rób swoje. Dąż do celu konsekwentnie i z determinacją, a prędzej czy później osiągniesz to, co chciałaś:) pozdro!

    2. Łączę się z tobą w bólu. Ale zawsze możesz się pocieszyć, że nie upadłaś tak nisko, żeby żebrać o lajka i wymieniać się komentarzami 😉

  2. Trafiłam tu przez przypadek, bo piszę właśnie wpis o książkach Tomka Tomczyka. Dobry pomysł, swoją drogą, żeby dać tytuł jego artykułu w tytule tego 🙂 Bardzo się uśmiałam czytając ten wpis, masz fajny styl. Jakbym czytała o sobie. Niby mi nie zależy, piszę sobie bo lubię, a jednocześnie jak patrzę na statystyki to płacż na sali. Jednak jestem zmotywowana do zmian i niedługo mój blog urodzi się na nowo. Podrawiam i daję lajka!

    1. Dzięki za miłe słowa, rzadko się to zdarza w świecie bezinteresownej złośliwości;) Trzymam kciuki za Twojego feniksa! Dzięki za lajka! Mam nadzieję, że na tym się nie skończy!:D

  3. Propozycja do promowania: róbcie wywiady ze sobą, coś w stylu wpisu gościnnego, gdzie gościem jest nie tekst, ale dyskusja z autorem innego bloga. Po drugie: fb – tu większość profili/grup ma poblokowaną opcję polubienia/zapisania się do grupy dla użytkowników będących fanpagem (ale nie wszyscy, czyli jak się chce, to się da).

    1. Dzięki za odpowiedź. Jestem zapisany do wielu grup, ale o tych grupach z możliwością dołączenia jako fanpage, przyznaję, nie wiedziałem:) dzięki!

  4. Czas znalazłem. Zgadzam się. Pamiętajmy jednak, że te numerki to nie wszystko. Choć nie do końca dla siebie, to dla lepszego jutra bardziej, niż dla tego, by zostać gepardem. Like na dzień dobry. Pozdrawiam!

  5. Ja prowadzę bloga od 3 lat. Ostatnio dopadła mnie jakaś blogowa „depresja” i zniknęłam zupełnie z sieci. Chociaż bardziej obwiniam o to swój nałóg – czytanie książek, które ostatnio pochłania każdą moją wolną chwilę. Nie mniej jednak nie mam na razie ochoty zamykać bloga. Szukam pomysłu na jego reaktywację, na jakieś zmiany w treściach. Zobaczymy, co jednak z tego wyjdzie 🙂
    Natomiast Twój pomysł z polecaniem mi się podoba 🙂

    1. Cieszę się, że do mnie trafiłaś:) Miałem taką blogową „depresję” przez całe wakacje. Dużo się działo, a ja straciłem cały zapał na pisanie, ale potem wszystko wróciło- okazało się, że po okresie letnim mam sporo pomysłów na wpisy i jakoś wszystko ruszyło. Niestety statystyki spadły mi bardzo, ale szybko o tym zapomniałem- zacząłem manipulować przy wyglądzie strony, pojawiły się pomysły na nowe grafiki, wpisy same się pisały. Polecanie jest pomocne- to fakt- ale nie należy zapominać, że tutaj- tak jak wszędzie- liczy się konkurencyjność zawartości. Uzmysłowił mi to mój kolega. Myślę, że trzeba podchodzić do wszystkiego z umiarem i polecać to, co faktycznie Nam się podoba- z chęcią będę zaglądał na Twojego bloga- właśnie przeczytałem recenzje Thorna i Seksturysty- szalenie ciekawe!:)

  6. Hej. Bardzo fajny wpis. Taaak, o tym ile blogowanie zajmuje czasu dowiedziałam się PO założeniu bloga. Jedno jest ważne. Jak coś sprawia przyjemność a nawet radość to ilość czasu nie gra roli.
    Fajna, motywująca końcówka, ta o kółku wzajemnej adoracji.
    Trafiłam na tego bloga z wpisu o Londynie i wiesz co? Podoba mi się tu 🙂

  7. Prowadzę bloga od trzech miesięcy. Szybko zleciało. To był mój mały projekt. Teraz stał się nieodłącznym elementem mojego życia. W dużej mierze dzięki moim czytelnikom. Wciąż zaskakuje mnie jak wiele osób się zaangażowało. Nie chcę ich postrzegać jako statystyk, bo są czymś dużo więcej. Nawet jeśli jest to stałe grono kilkunastu osób, cieszę się jak nigdy.

  8. Kiedy jesienią 2013 roku zaczęłyśmy z kuzynką prowadzić bloga, jarało nas każde wyświetlenie. To nic, że w najlepszym przypadku było ich 20, i że byli to głównie znajomi 🙂 Ale komentowali, doradzali, a kiedy weszłyśmy w fejsa w trzy dni uzbierałyśmy 150 lajków. Śledzi nas wąskie grono i wielkiej kariery nie robimy, zresztą to nie był nasz cel. Może jakieś tam nieśmiałe marzenie, ale nie cel. Idziemy do przodu, stopniowo zdobywamy nowych czytelników, to bardzo satysfakcjonujące, kiedy wiesz, że twoje wypociny czyta ktoś więcej niż mama, tata, siostra, ciotki, wujkowie i paru znajomych 😀 Tak jak powiedziałeś- najważniejsza jest wytrwałość!

  9. Wiesz co? Ja mam takie miejsce, w którym polecam wpisy innych blogerów i Wiesz co?
    Dupsko 😀
    Niewielu odwdzięczyło się poleceniem mnie, ale na szczęście mam to w dupsku 😀
    Polecam to, co mi się spodoba, a ponieważ spodobał i się Twój wpis, to i jego polecę.
    Lubię takie szczere do bólu i realnie prawdziwe podsumowania. Ty podsumowałeś moje myśli idealnie.
    Ja mam jeszcze jeden problem.
    Piszę o dupczeniu (bosz… ile tej dupy dziś tekście 😀 ), więc mnie się nie lajkuje i rozumiem to. Też bym nie laknęła oficjalnym fejse m namiętnego anala 😀
    BTW Ciebie zalajkuję, bo podsumowałeś mnie doskonale 😀
    Gratuluję i tę samą gorzką gorycz czuję 😀

    1. Cieszę się, że się podobało! Rozbawiłaś mnie tym komentarzem- mogę sobie tylko wyobrazić jak trudno o rozpropagowanie takiego rodzaju zawartości w mediach społecznościowych:)

  10. Zapraszanie znajomych do polubienia strony jest najgorszym pomysłem. Nie dość, że większość na dzień dobry cię oleje (i dobrze!) to niestety część polubi Twoją stronę z litości. I później stają się najgorszym utrapieniem blogera, czyli nieaktywnymi fanami. To z kolei oznacza mniejsze zasięgi, bo połowa fanów olewa Twoje wpisy. Dlatego o ile nie masz znajomych, o których jesteś pewny, że interesuje ich poruszana przez Ciebie tematyka, to zdecydowanie taki ruch odradzam.

  11. Świetnie piszesz! Mam na myśli styl 😉
    Z tą publiką najgorzej jest na początku – ludzie chętniej klikną like’a, kiedy zobaczą, że już 300 innych osób to zrobiło niż marne dwie. Znam też bloga, który od roku nie ma nowych wpisów, ale czytelników ciągle przebywa, bo kiedy zaczęła się stagnacja, miał już ponad tysiąc fanów.

  12. Założyłam bloga 2 miesiące temu, pierwsze wątpliwości też już przyszły, czy na pewno warto było. Na razie pisanie sprawia mi frajdę, każdy komentarz powoduje, że skaczę z radości 🙂 Mam zamiar kontynuować. Twój wpis jest bardzo motywujący, daje power, dzięki! 🙂

    1. To fakt- pisanie daje dużo satysfakcji. Ja niestety nie bardzo wiem jak trafić z tym do ludzi. Zapewne potrzeba jeszcze większych pokładów cierpliwości i determinacji. Właśnie skaczę z radości po przeczytaniu Twojego komantarza!^^ Dzięki!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *