STOP! Czy „Blurred Lines” to plagiat? Czy „Happy” to też plagiat?

STOP! Czy „Blurred Lines” to plagiat? Czy „Happy” to też plagiat?

 

7,5 miliona dolarów- tyle musi zapłacić Pharrell Williams i Robin Thicke za kradzież dorobku intelektualnego Marvina Gaye'a. Na tym jednak nie koniec.

O tym dlaczego Robin Thicke grał w sądzie na organkach, a także streszczenie całej sprawy oraz moja opinia na ten temat. Piszę także o tym, czy niekwestionowany przebój „Happy” również zostanie uznany za plagiat, a na sam koniec wrzucam krótką wzmiankę na temat rozumienia słowa „plagiat” w Polsce.
Ten krótki wpis dedykuję mojemu serdecznemu koledze, który zapytał mnie czym przyciągam odbiorcę, skoro na moim blogu nie ma żadnych gołych dupeczek.

Keyboard w sądzie.

Ostatnio obiegła świat informacja, o tym, że autorzy „Blurred Lines” zostali skazani za splagiatowanie utworu
Got To Give It Up” Marvina Gay’a. Popularna piosenka przyniosła im ponad 16 milionów dolarów zysku, przy czym obaj Panowie dostali po 5 milionów na głowę. Raper T.I., który też się gibał u nich w teledysku(!) dostał z tego 700 tysięcy, a reszta mamony poszła do poszczególnych wytwórni, w tym wytwórni Williamsa- Star Trak ( błyskotliwa nazwa, nie da się ukryć). Na kanwie sukcesu komercyjnego- który w głównej mierze został osiągnięty dzięki teledyskowi z cyckami, Robin Thicke pojechał w trasę, której łączny zysk wyniósł 11 milionów dolarów. No i co się wydarzyło? To, że rodzina Marvina Gaye’a (mam nadzieję, że nie muszę przypominać, tak jak właśnie teraz zrobiłem, że był to jeden z najwybitniejszych wokalistów soulowych) najwyraźniej poczuła zew gotówki i stwierdziła, że twórcy hitu ukradli dorobek intelektualny ich tatka, dziadka, pradziadka, wujka i męża. Przecież nikt nie pozwałby niszowego wokalisty- w takim wypadku mówiłoby się raczej o ambitnym przekomponowaniu utworu, wspaniałym "zaczerpnięciu". Mimo wszelkich starań dowiedzenia, że to nie był plagiat, sprawa zakończyła się wygraną rodziny słynnego muzyka. Nie pomogło nawet to, że Robin Thicke grał w sądzie na keyboardzie. Próbował wykazać, że wiele znanych lini melodycznych bazuje przecież na podobnych nutach. I miał trochę racji. Obie piosenki są bardzo podobne, mają podobne tempo, melodię oraz rytm, a człowiek, któremu słoń nie nadepnął na ucho, stwierdzi bez cienia wątpliwości, że istnieje między nimi swoiste pokrewieństwo. Ale to nadal zupełnie różne piosenki. Choć mają ten sam „dominujący funkowy rytm”. Jeśli sąd doszedł do wniosku, że kilka podobnych nut, powtórzonych w pojedynczej frazie utworu stanowi plagiat, to będzie to miało daleko idące konsekwencje dla całej branży muzycznej- tak o sprawie wypowiedział się znawca muzyki Marvina Gaye’a.

W dzisiejszych czasach nietrudno o naruszenie praw autorskich, szczególnie w świecie muzyki. Gdyby przyjrzeć się dokładniej, okazało by się, że każdy od każdego coś zabiera. Czy o to w tym wszystkim chodzi? Robin Thicke wiele razy wypowiadał się, że jest wielkim fanem Marvina Gaye’a. Czy zatem zapożyczenie było celowe? No pewnie, że tak! Ale czy stanowiło plagiat? Nie jestem przekonany. O tej sprawie z punktu widzenia analizy muzykologicznej przeczytaj sobie na blogu joebennett.net. Gość rozkłada na czynniki pierwsze podobieństwa i różnice w poszczególnych akordach i bada linie melodyczną dwóch piosenek. Wiem, że obrońca będzie wnosił odwoływanie od wyroku sądu pierwszej instancji- może by tak wykorzystać argumenty, które przytacza autor tego bloga?^^ Wrzucam jeszcze link do bardzo ciekawego artykułu, który zainspirował niniejszy wpis. Dowiesz się tam masy ciekawych rzeczy.

Obie piosenki załączam poniżej- posłuchaj i oceń:

 

Więcej o podobieństwach i różnicach przemawiających za tym, że to nie jest plagiat możesz przeczytać tutaj.

Czy „Happy” też jest plagiatem?

Dzisiaj rano, popijając nektar bogów- czarną kawę, dowiedziałem się, że rodzina Gaye’a sugeruje, że hit „Happy” Pharrella Williamsa podobny jest tym razem do innego utworu „Księcia Motown”- piosenki „Ain’t That Peculiar”. Zarówno córka jak i była żona sławnego wokalisty ,sądzą, że kawałki są pokrewne. Na chwilę obecną wiadomo, że rodzina Gaye’a nie chce na razie pozywać autora, bo czuje się usatysfakcjonowana ostatnią wygraną. Dziękujemy. Posłuchajcie i oceńcie sami. Moim zdaniem tak uniwersalny rytm i linia melodyczna wykorzystana była już trylion razy przez innych piosenkarzy, którzy różnią się wyłącznie tym, że nie odnieśli komercyjnego sukcesu. Autorzy, producenci, kompozytorzy, muzycy- miejcie się na baczności. Prawnicy- zakasujcie rękawy!

 

Plagiat w Polsce.

Zdaje się, że oba te przypadki mają się nijak do prawnego rozumienia słowa plagiat w Polsce. Oczywiście w medialnym , potocznym języku „plagiat” to słowo wytrych, które można użyć w każdym kontekście łamania praw autorskich. Ustawa „O prawie autorskim i prawach pokrewnych” nie ułatwia sprawy, ponieważ brak w niej legalnej definicji tego pojęcia. Pozostaje nam korzystać z dorobku doktryny: Plagiat to pewnego rodzaju złodziejstwo intelektualne czy artystyczne, korzystanie bez zezwolenia z rezultatów cudzego wysiłku twórczego (…) pozbawienie twórcy prawa do autorstwa dzieła( (J. Barta, Plagiat muzyczny, ZNUJ PWiOWI 1978, nr 17, s. 45). Przyjmuje się, że plagiat, to przypisanie sobie autorstwa utworu, którego nie jest się autorem. Gdyby w takim razie „Blurred Lines” oraz „Happy” powstały poprzez skopiowanie piosenek Marvina Gaye’a, nie miałbym wątpliwości, że to faktycznie był plagiat. Widocznie w Ameryce istnieje inny pogląd na temat. W sądzie wykazano przecież, że tylko poszczególne części utworów są tożsame. W Polsce trzeba byłoby dowieść, że te konkretne elementy same w sobie posiadają twórczy charakter czyli są utworami w rozumieniu art. 1 pr.aut. W innym wypadku nie byłoby mowy o plagiacie.

 

Podsumowując, trzeba zadać sobie pytanie- w jakim stopniu takie przypadki są ochroną dorobku intelektualnego w kontekście kulturowym czy społecznym, a w jakim stopniu związane są z prywatnymi interesami spadkobierców, którzy wykorzystują dorobek zmarłego muzyka do „robienia” pieniędzy?

Podobna sprawa miała miejsce niecały rok temu- utwór Shakiry „Loca” został uznany za plagiat. Tam sprawa wyglądała nieco inaczej. Więcej o tym przeczytaj w świetnym wpisie na blogu Lookreatywni.pl

Pewnie jesteś mądrzejszy ode mnie. Daj temu wyraz w komantarzu i podziel się swoją opinią!


 Blog Demetriusza

źródło zdjęcia wpisu: utwór udostępniany anonimowo.

Related Post

To Mały krok dla Ciebie, ale Wielki dla mnie - podziel się!

2 thoughts on “STOP! Czy „Blurred Lines” to plagiat? Czy „Happy” to też plagiat?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *