Sztuka OFFowa: dalej sztuka czy tylko powód do śmiechu?

Sztuka OFFowa: dalej sztuka czy tylko powód do śmiechu?

Co to jest kultura ( sztuka, filmy, muzyka itd.) offowa/alternatywna/niezależna?

"To tak, że offowo jest wtedy, gdy oglądasz film przy wyłączonym telewizorze.
Alternatywą natomiast nazywamy zjawisko jedzenia na seansie czipsów, zamiast popcornu.
W uproszczeniu, kultura offowa, to wszystko, co znajduje się poza głównym nurtem."

autor nieznany


O bezguściu.


    O gustach się nie dyskutuje, ale pójdę pod prąd. A co, raz się żyje. Lubię rzeczy ładne. Ładne, czyli jakie? No takie, które mi się podobają. Jak jest brzydkie, to mi się nie podoba. Proste. No ale, czy na pewno takie proste? Zacznijmy od tego czy istnieje coś takiego jak bezguście?

   Wydaje mi się, że tak. Każdy z nas ma swoje gusta i guściki. Mi się nie podobają Twoje buty, Tobie nie podobają się moje. Jednak dostrzegam, że masz swoje własne poczucie estetyki. Jakieś intuicyjne wyczucie, taki szósty zmysł - to coś, co zabrania Ci włożyć skarpetek do sandałów.

Gust, a ładniej Smak, to zdolność do wyższego oceniania pewnych wartości i niższego oceniania innych wartości. Czyli gust jest pewnym wzorcem, na podstawie którego ewaluujemy otaczające nas przedmioty. Wzorcem, który powstał w trakcie naszego rozwoju, dzięki bodźcom i wpływom świata zewnętrznego, dzięki osobom z naszego otoczenia. Wzorcem składającym się z pewnych kategorii, na podstawie których możemy dokonać oceny danej rzeczy.

Im więcej tych kategorii, tym więcej rzeczy jesteśmy w stanie ocenić przez ich pryzmat. Czyli brak takiego wzorca, to chyba bezguście.

Co innego tzw. tani gust czyli pochwała głupoty i kiczu. Tu jest pewien wzorzec, ale nie umiem wytłumaczyć jak powstał. No, ale dzięki niemu wciąż mamy popyt na "Pamiętniki z Wakacji" i ogrodowe krasnale. Bez urazy.

Pojawia się inny problem. Czy w takim razie mogę w ogóle oceniać sztukę, kino, muzykę offową skoro ich nie rozumiem? A jeśli ich nie rozumiem to znaczy, że nie mam "wyrobionego" smaku?


Piękne, bo znane.


    Weźmy Matejkę. Albo lepiej – niech będzie Rembrandt. Jego portrety podobają się każdemu, prawda? Ale popatrz na wycieczkę w Muzeum Sztuki Współczesnej albo (przymusowego) widza filmu offowego – wielu nie zrozumie i powie, że brzydkie toto i niepotrzebne w ogóle. Dlaczego?

Dlatego, że łatwy w odbiorze będzie obraz, na którym postać przypomina człowieka, stół jest stołem, a słońce świeci na niebieskim niebie. Wszystko realistyczne, przewidywalne, oczywiste. To co znane, uznajemy za piękne.  

Moje poczucie smaku mówi, że obraz jest piękny, bo mój świat jest z nim tożsamy. Ale to bardzo proste podejście. Leniwe. Ale przynajmniej w stu procentach szczere.

sztuka offowa
Fot. Basquiat 2 via photopin (license) 

   Trudny w odbiorze będzie natomiast obraz, który nie przedstawia niczego konkretnego, wręcz widać na nim coś jakby zdeformowanego, karykaturalnego. Trawa jest czerwona, niebo jest jadowicie zielone. Część osób przejdzie obojętnie, a jedyną ich reakcją będzie „ech nie postawiłabym tego w salonie”.

Część osób przystanie na moment i stwierdzi w zachwycie, że znany artysta znów uchwycił coś nieuchwytnego, ale tak naprawdę nie będzie im się podobać, tak jak poprzednie dzieła artysty, o którym w towarzystwie trzeba mówić dobrze.

Jeszcze inni będą szczerze przekonani o niezwykłej wartości tego dzieła i będą się przy tym upierać do ostatniej kropli krwi. Podobne reakcje będą po obejrzeniu niezależnego filmu. Jaka będzie prawdziwa wartość tej sztuki? Tego nie wie nikt, a może dowiemy się tego za kilka pokoleń. Wartością sztuki samej w sobie jest możliwość jej odmiennego postrzegania. Może o to chodzi?

   


Nie mnie to oceniać?


   Nietrudno wyobrazić sobie człowieka, który po 20 latach spędzonych na wsi, gdzie miał styczność ze sztuką tradycyjną, ludyczną, rustykalną, nasiąkniętą folklorem i lokalnym patriotyzmem, przyjeżdża do miasta i natknie się na wystawę niezależnego designu. Pewnie będzie zdegustowany.

Ale weźmiesz go na wystawę obrazów Matejki... no to zachwyt i poczucie dumy (narodowej!). Sytuacja analogiczna:  facet przez całe życie nie oglądał za dużo filmów, a jak już to Dzień Niepodległości lub American Pie. Dzisiaj będzie oglądał Mechaniczną Pomarańczę. Mindfuck murowany.

W jednym i drugim przypadku bohaterowi brakuje pewnej bazy kategorii oraz siatki pojęciowej pozwalających na ocenę dzieła. Subiektywne „nie podoba mi się, bo jest brzydkie” nie stanowi oceny. Trzeba umieć oceniać. A żeby umieć, trzeba się "naumieć". Musi istnieć odpowiedni do sytuacji wzorzec. Zamiast "jacie, ale to głupie" lepiej powiedzieć asekuracyjnie "nie mnie to oceniać". 

   Z drugiej strony łatwo jest przekroczyć granicę dobrej krytyki i stać się ekspertem, który zachwyca się każdym niezależnym, ekstrawaganckim i nie trzymającym się schematów dziełem. I tylko takim. Ten nasz „ekspert” - Krzysztof Jarzyna ze Szczecina - z góry patrzy na plebs, który lubi rzeczy łatwe, przewidywalne, proste, przystępne i masowe.

„Ekspertów” jest całe mnóstwo. Tak jak nie powinno schlebiać się tanim gustom, tak nie powinno się stawiać na piedestał sztuki, tylko dlatego, że jest niezależna i kontrowersyjna. A jak kontrowersyjna, to na pewno fajna. No, ale w końcu nie mnie to oceniać.


Musi być kontrowersyjnie.   


   Trzeba nauczyć się odbierać sztukę. To pewnie podobnie jak z piciem dobrego Whisky lub czerwonego wina. Jednak instynkt w odbiorze sztuki jest równie ważny, jeśli nie ważniejszy. Emocje nie mogą być stłumione wyrachowaniem. Powinny być ewentualnie przytłumione.

Konsekwencją faworyzowania dzieł, które można opisać jako szokujące, skandaliczne, awangardowe, przełamujące tabu, niezależne, ambitne, nieoczywiste, prowokacyjne, kontrowersyjne (moje ulubione słowo), jest coraz większa liczba odbiorców, którym zaczynają się podobać tylko rzeczy z poza mainstreamu i którzy patrzą na masową kulturę z wyższością. Nietrudno "obrazić" ich inteligencję.

Taki odbiorca – hipster do potęgi - który na pytanie "Czy oglądałeś Jurassic World?" odpowie "Pff, nie kręci mnie taki kinowy szit...". Za to był w autorskim kinie na kameralnej projekcji niszowego krótkiego metrażu o dwuznacznym tytule „I am out OFF this world”.

    Wraz z odbiorcą, który uważa się za fajnego albo fajniejszego, bo docenia sztukę offową, wzrasta liczba pseudoartystów - skandalistów, którzy wyczuwają nosem hajs i od czasu do czasu powstaje obraz/film/sztuka, których autor po prostu "szczuje cycem" albo kpi z widza, a ten przekonany jest, że obcuje ze sztuką wyzwoloną i przeżywa katharsis. A może faktycznie przeżywa?  


Każdy rodzaj sztuki ma swoje disco-polo?


   Nie gardźmy sztuką współczesną czy nowoczesną,  kinem offowym czy muzyką niezależną lub innymi formami artystycznego wyrazu, które wychodzą poza naszą percepcję (od razu przepraszam, że wsadzam wszystko do jednego wora, ale chodzi o to wszystko, co jest poza mainstreamem).

Sięgnijmy poza znaną i łatwą rzeczywistość. Nabierzmy perspektywy. Zgłębmy temat. Poszerzajmy horyzont myślenia. Znajdźmy odpowiedź na stawiane przez autora pytania. Nie oceniajmy po okładce.

     ALE nie dajmy się zwariować. Szeroko rozumiana scena niezależna bogata jest w wiele naprawdę wartościowych dzieł. Nieraz puszcza oka do widza. Nieraz się z niego śmieje. Nie stroni też niestety od prób szybkiego wybicia się w stylu „namaluję sikającą kobietę owiniętą Pytonem zrobionym z mojego naskórka z koroną w kształcie napletka i będzie skandal i fejm".

Nie bądźmy takimi "ekspertami", którzy wywyższają się ponad niebiosa, bo jako jedyni rozumieją to, czego nie pojmują masy. Inaczej rzecz ujmując - doceniaj klasyki, oglądaj filmy niezależne, ale nie stroń od zajadania się popcornem na nowej odsłonie Avengersów. U mnie to wygląda tak:

Muzyka: wychowałem się na Beatlesach, doceniam Mozarta, słucham Killersów,  nucę Lady Gagę,  gdy słyszę disco – polo lub dźwięk skrobania paznokciami po tablicy, robi mi się niedobrze.


Film: wychowałem się na Jurassic Park, Indianie Jones i Gwiezdnych Wojnach, doceniam Bergmana, uwielbiam Kubricka i Allena ( i jem przy nich popcorn bez poczucia zażenowania), oglądam Iron Mana i Grę o Tron, gdy widzę Ludzką Stonogę lub Sharknado - wymiotuję.


Design: w latach 90 – tych mnie to nie obchodziło, potem niewiele o tym wiedziałem, dzisiaj wiem nieco więcej, doceniam pomysł Duchamp’a, uwielbiam industrial, wyznaję minimalizm, ale gdy widzę figurę plastikowego jelenia z keyboardem w środku, to chce mi się śmiać i płakać jednocześnie.


Sztuka współczesna: wpłynął na mnie Andy Warhol, doceniam Pabla Picasso, rozumiem fenomen Mondriana, postawiłbym w salonie Malewicza lub Pollocka, ale obraz „namalowany” przez ogon krowy lub rzeźba wykonana z mieszanki spermy, potu, włosów łonowych to dla mnie zdecydowanie za dużo.

Za cholerę nie rozumiem również niektórych przebłysków wątpliwego geniuszu sztuki performatywnej. Co trzeba mieć pod kopułą żeby powiesić się na samym środku białego pomieszczenia na parunastu haczykach wbitych w plecy i nogi?

Nie oceniam. Albo nie mam "wyrobionego" gustu w tym temacie albo jestem człowiekiem o zdrowych zmysłach, który po prostu nie lubi samookaleczenia? Może ktoś z Was mi to wytłumaczy?

sztuka współczesna

  Podkreślam – zaprezentowałem tylko moje odczucia. Uważam, że sztuka w żaden sposób nie powinna być ograniczana. Czasem wręcz powinna szokować, wzbudzać skrajne emocje, aby móc się rozwijać i przełamywać kolejne bariery.

Powinna być ta zła (jeśli w ogóle istnieje), aby mogła powstać ta dobra. Ktoś musi płakać żeby śmiać mógł się ktoś. Warto przy tym pamiętać, że każdy rodzaj sztuki ma swoje disco-polo. Nie wolno przestać tworzyć, ale trzeba wiedzieć kiedy przestać słuchać.


 zdjęcie wpisu:  "This Painting is Not Available in Your Country" via photopin (license)

 

Related Post

To Mały krok dla Ciebie, ale Wielki dla mnie - podziel się!

One thought on “Sztuka OFFowa: dalej sztuka czy tylko powód do śmiechu?

  1. Zawsze aktualny temat i chyba udało się Tobie uchwycić kwintesencję problemu , która jednocześnie może być odpowiedzią.
    Ująłeś to w dwóch krótkich zdaniach:”Trzeba umieć oceniać. A żeby umieć, trzeba się nauczyć. ” Brzmi dobrze…
    Niech to będzie Twoje motto!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *