Wayward Pines- czy warto tracić czas?

Wayward Pines- czy warto tracić czas?

Tajemnicze miasteczko, w którym wszystko wydaje się idealne. Miejsce, które każdy wybrałby na spędzenie rajskich wakacji. Oaza spokoju, porządku, praworządności i  nienaruszalnej prywatności. Eden za życia. Pola elizejskie na ziemi. Ethan Burke budzi się w tym miejscu z bardzo poważnym bólem głowy. Nie pamięta jak się tam znalazł, co tam robi i dlaczego łeb go tak potwornie boli. Poziom adrenaliny gwałtownie skacze. Wyrwane z kontekstu obrazy w głowie pojawiają się niespodziewanie i bez żadnego ostrzeżenia. Z biegiem czasu zaczyna przypominać sobie dlaczego obudził się odziany w garnitur w lesie na skraju rzeki. Nie domyśla się jednak, że czekają na niego bardziej przerażające rzeczy, a uraz, którego doznał i sytuacja, w której się znajduje, to pikuś(Pan Pikuś) w porównaniu z tym, co ma go spotkać w najbliższej przyszłości.
Miasteczko Wayward Pines przyjmie Cię z otwartymi ramionami, przytuli i opatrzy Twoje rany. Możesz liczyć na kompleksową opiekę. Dopóki nie zechcesz stamtąd wyjechać. 


 

Wayward Pines- czy warto?


 

Podobno seria ma zaspokoić żądze wszystkich fanów Twin Peaks. Sam do nich należę, więc kiedy natknąłem się na książkę "Wayward Pines: Szum" autorstwa Blake'a Crouch'a, będącą pierwszą częścią trylogii, liczyłem po cichu, że niniejszy thriller wypełni pustkę, którą odczuwałem po ukończeniu serialu Davida Lyncha. Nie daj się zwieść pozorom. To zupełnie inny klimat. Przez pierwszą połowę książki autor rzeczywiście tworzy nastrój mrocznego kryminału z nadprzyrodzoną tajemnicą w tle. Ukazując pozornie idealne miasteczko, z nad wyraz przyjaznymi bohaterami, które tak naprawdę jest siedliskiem zepsucia i nieludzkiego zła, spełnił co prawda moje oczekiwania, ale rozwinięcie akcji, które zafundował czytelnikowi w drugiej połowie, w niczym nie przypomina już kultowego Miasteczka Twin Peaks. To nie znaczy, że robi się nieciekawie. Wręcz przeciwnie.
Crouch jest bardzo oszczędny w słowach. Serię można łyknąć w dwa wieczory. Po drodze spocisz się z napięcia, a ból szczęki od nerwowego zaciskania zębów jest gwarantowany. Ale uwaga- powtarzam się- jeśli nastawiasz się na finał rodem w Twin Peaks, to się zawiedziesz. Najlepiej niczego nie oczekuj- po prostu daj się ponieść akcji i skrajnym emocjom, które bez wątpienia będą Ci towarzyszyć. Nie jeden raz chciałem podrzeć książkę na strzępy i wyrzucić ją przez okno.
Serial, który wchodzi na telewizyjne ekrany pojutrze tj. w czwartek 14 maja, ma potencjał, aby stać się światowym hitem. Po pierwsze książka sama w sobie jest bazą dla powstania świetnego scenariusza. Podejrzewam, że trudno będzie ją zepsuć. Po drugie, za sterami stoi M.Night.Shyamalan (Szósty Zmysł, Osada, Znaki), który lata świetności ma za sobą, ale może tą adaptacją wróci na szczyt. Po trzecie, główną rolę dostał, moim zdaniem trafnie, Matt Dillon(nominowany do Oscara za Miasto Gniewu). Ponadto, na planie towarzyszą mu m.in. Juliet Lewis, Terrence Howard i Melissa Leo. Ta ostatnia najmniej pasuje do mojego wyobrażenia, ale w końcu nie pierwszy i nie ostatni raz dzieje się tak, że książkowy bohater, którego sobie inaczej wyobrażałeś, w adaptacji telewizyjnej staje się nagle postacią tak wyrazistą, że kiedy czytasz książkę po raz drugi, nie wyobrażasz sobie nikogo innego na jego miejscu.
Świetny podkład + uznany reżyser kina grozy + śmietanka aktorska= approved.


 


 

Seria Wayward Pines (Szum, Bunt, Krzyk) to naprawdę dobry, trzymający w napięciu thriller łączący w sobie elementy podgatunku Mystery i Suspens, kryminału, kina grozy, filmu katastroficznego oraz post-apokaliptycznych wizji świata wymieszanych z koncepcją zagłady zombie. Mam przeogromną nadzieję, że twórcy nie poskąpili pieniędzy na efekty specjalne- bez tego niestety serial nie będzie się bronić. Moja wyobraźnia jest wielka, ich budżet powinien być większy.

Podsumowując- fabuła spełnia wszystko, czego pragnie dzisiejszy widz. Mówi się, że czasem trzeba wykrzesać coś z dobrej książki, aby powstał lepszy film. W tym wypadku książka sama w sobie płonie żywym ogniem, wystarczy tylko dorzucać drewno żeby pożar nie przygasł, pamiętając przy tym o jednym- aby gałęzie były zawsze suche.  Odpowiednie składniki są, za chwilę przekonamy się czy zostały prawidłowo wymieszane. 

Related Post

To Mały krok dla Ciebie, ale Wielki dla mnie - podziel się!

5 thoughts on “Wayward Pines- czy warto tracić czas?

  1. To serial, który śledzę na bieżąco. Jest świetny. Chociaż zaczęłam go oglądać tylko w nadziei na klimaty z Twin Peaks. Może lepiej, że właściwie ich nie odnalazłam. Nie można stworzyć kopii prawdziwej legendy.

    1. Zgadzam się z ostatnim zdaniem. Niemniej książka była o wiele lepsza od serialu, który, przyznaję, trochę mnie zawiódł- fabularnie i realizatorsko. Wciągać wciąga, ale nie tak jak powinien.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *