Zczelendżuj ten kejs po branczu jak tylko spriperujesz brifa. Korpopragmatyzm.

Zczelendżuj ten kejs po branczu jak tylko spriperujesz brifa. Korpopragmatyzm.

  Rozmawiam ostatnio z kumplem, a on do mnie - "ej poendorsujesz mi trochę profil na Linkedin?" - gdybyście mnie wtedy zobaczyli, to wyglądałem jak głowa karpia zaraz po walnięciu obuchem w łeb. Jak człowiek z maską konia na twarzy grający na akordeonie.

Druga sytuacja: nasza pani na studiach zawsze używała słowa poster, nie plakat. Poster. Za każdym razem gdy to mówiła, wyobrażałem sobie, że spada jej coś na głowę za karę. Taka korpokarma. Poster! - jeb fortepian! Poster! - ciach sejf! Poster! - łub czołg! Przynajmniej nie nudziło mi się na zajęciach.

Nie mam nic do korpomowy, ponieważ sam jej używam. Wszyscy to robimy. Wszyscy jesteśmy korposzczurami. To pragmatyzm. Ale nie wtedy kiedy rozmawiam z kimś po pracy! Ludzie, przecież brasz (brush), to po prostu pędzel, a content to zawartość! Śniadanie do łóżka to nie brancz poranny przed mitingiem w łóżku! - "Kochanie zrobiłem brancz." - "Nie dzisiaj, głowa mnie boli". Tak, mnie też.

Są słowa, które tak się zadomowiły w polskim słownictwie, że dzisiaj trudno nam sobie wyobrazić ich zamiennik. Research ( niby zbadać, wyszukać, ale nie do końca), menedżer (niby kierownik, ale coś więcej), event (niby wydarzenie, ale nie oddaje istoty rzeczy). Lecz korpogadka ma to do siebie, że nawet kiedy polski odpowiednik jest oczywisty to i tak go nie używamy.

Konformistycznie (nad)używamy języka, którym posługują się wszyscy. Dlatego nad nami stoi superwazjor, a nie kierownik zmiany na przykład. Dlatego musimy się zfokusować na target. Dlatego zbliża się miting. I wreszcie dlatego jest fakap, a nie porażka.

To praktyczne w kontaktach biznesowych - często zagranicznych - ale zupełnie niepotrzebne, wręcz niepożądane, w prywatnej komunikacji. Nie rób tak. Rozumiem, że art director w polskiej firmie nie może być po prostu dyrektorem artystycznym oraz że menedżer sprzedaży musi być sales meneger'em. W końcu trudno sobie wyobrazić budowanie siatki biznesowej bez anglojęzycznych nazw stanowisk.

Ale jeżeli mówisz mi o swojej pracy i twierdzisz, że art dajrektor klepnął Ci akcept, to naprawdę tak jakbyś zmusił mnie do wypicia soku po starych ogórkach lub gęstej wody, która pozostaje po odmrożeniu filetu z kurczaka.

Przez ostatnie lata na internetach był niemały szał na coaching. Teraz dla niepoznaki, że niby wszyscy są ponad to, że to śmieszne, każdy polubił stronę Zdelegalizować coaching i rozwój osobisty. Nie dziwię się. Szkoda tylko, że tak późno zorientowaliśmy się, że już nie ma dietetyków, a są kołcze żywieniowi. Już nie ma nauczycieli angielskiego, są kołcze językowi. Już nie ma psychologów. Zamiast pięciu lat studiów, w dwa dni możesz zostać lajfkołczem. Teraz wszyscy mają z tego "bekę", a przecież do niedawna nikogo to nie drażniło. Może ktoś był zazdrosny, że ktoś inny wyczuł koniunkturę?

Napisałem to z dużą dozą autoironii, więc nie bierz tego wszystkiego do siebie. Sam czasem bełkoczę bez zastanowienia. Wszyscy lajkujemy, wszyscy szerujemy, aż kiedyś zapomnimy polskiego w gębie. Za to nasze profile na Linkedin wyglądaja tak profesjonalnie. Ja na przykład piszę teksty na zamówienie. W LinkedIn widnieję jako freelance copywriter. 

Dobra kończ czytać i zrób sobie kawę, bo na pewno masz niejeden kejs do zczelendżowania na wczoraj. Jeszcze będziesz musiał zostać na nocnym szifcie.

 

Related Post

To Mały krok dla Ciebie, ale Wielki dla mnie - podziel się!

4 thoughts on “Zczelendżuj ten kejs po branczu jak tylko spriperujesz brifa. Korpopragmatyzm.

  1. I oto jestem, świeża płotka w lokalnej firemce, która powoli ewoluuje w korpo. Jeszcze (jeszcze!) nie bełkoczemy w ten sposób, ale obawiam się, że wkrótce i ten powiew cywilizacji dotrze do mojego działu :/ Oby nie, bo przypadkiem mogę zabić ryknięciem śmiechu, jak ktoś tak będzie próbował dogadać się ze starszym pokoleniem pracowników.

    1. Prawdopodobnie wkrótce Wam wszystkim się to udzieli. Ja tym wymiotuję, ale to wielkie uproszczenie. Jak ktoś mówi idziemy na brejka, zamiast na przerwę, to pozostaje się tylko z tym pogodzić.

  2. Z drugiej strony niektóre superpoprawne tłumaczenia na polski są tak straszne, że łatwiej jest sobie przełożyć z powrotem na angielski niż próbować je zrozumieć bezpośrednio.

    1. Masz rację. Lepiej jest powiedzieć content marketing niż marketing zawartościowy. Lepiej być copywirterem niż osobą tworzącą teksty na zlecenie;p Dzięki za komentarz!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *