Zwierzęta nie mają praw? O konsekwencjach filozofii Terlikowskiego.

Zwierzęta nie mają praw? O konsekwencjach filozofii Terlikowskiego.

Tomasz Terlikowski - "filozof", redaktor naczelny Fronda.pl oraz Telewizji Republika, ideolog prawicowy, "katolik". Ostatni jego tekst na łamach Rzeczpospolitej "Zwierzęta, nawet w Wigilię, praw nie mają" odbił się donośnym echem w mediach. Mam nadzieję, że autor ma czkawkę.

 


Nakarmić trolla?


   Wiele osób uważa, że nie należy komentować bzdur. Z jednej strony mają rację - wiele informacji w internetach należy przesiewać przez sito obojętności, ale z drugiej strony komentarze krytyczne, polemika, kontrargument są nieodzownym elementem prawa do swobody wypowiedzi.

Korzystajmy z tego póki możemy to robić bez żadnych ograniczeń. Krytykujmy bzdury, nawet za cenę "nakarmienia trolla" (termin używany przez użytkowników mediów społecznościowych wtedy, kiedy informacja, często mająca za cel sprowokować nieprzychylne reakcje, zyskuje wielką popularności właśnie dzięki negatywnemu zainteresowaniu wyrażonemu w komentarzach i dużej liczbie udostępnień).

    Jeśli się z czymś nie zgadzasz - powiedz to otwarcie, w końcu masz do tego prawo! Może akurat Twój argument do kogoś trafi? Wpłyniesz na zmianę sposobu myślenia?

Oczywiście wolność słowa nie powinna usprawiedliwiać mowy nienawiści, choć tak właśnie się dzieje, co ze szczególną mocą wykorzystywane jest w Sieci. Zresztą czasem się nie dziwię - niekiedy daję upust swojej złości w komentarzach pod wpisem, starając się przy tym nie obrażać nikogo, ale niekiedy wulgaryzm mam na końcu języka. Tak też jest w tym przypadku, choć postaram się pisać w miarę spokojnie. 


Czy zwierzęta mają prawa?


   Trudno polemizować W RAMACH religii, ale polemika Z określoną religią jest wręcz niemożliwa. Mam na myśli każdą religię. Właściwie każda próba jest bezcelowa i skazana na porażkę. Czy to źle? Ideologia, a w szczególności system religijny ma swoją określoną hierarchię wartości, której się trzyma. Bezkompromisowość to cecha warunkująca system religijny. Jej fundament i siła. Niezależnie czy to źle czy dobrze. Tak po prostu jest.

  Dlatego nie staram się tutaj rzucać argumentów, które miałyby przekonać człowieka pokroju Terlikowskiego, że zwierzęta jednak mają prawa (ba, że mają nawet swoistą moralność, o czym napiszę już w kolejnym wpisie).

Nie czuję się wykwalifikowany żeby rozmawiać z kimś kto swoje argumenty podpiera cytatami z Biblii. To raczej próba wyjaśnienia, że negowanie praw zwierząt przez pryzmat paradygmatów religijnych nie ma sensu, ponieważ "dzisiejszy", myślący człowiek egzystuje w wielu systemach wartości jednocześnie.

W ogólnym wydźwięku to również krytyka pisania tekstów, które mają tylko prowokować, nie wnoszą nic nowego, ukazują tylko jedną stronę medalu, a co za tym idzie, pogłębiają tylko osłabiony wizerunek różnych grup społecznych.

   To nie jest tak, że ze wszystkim się nie zgadzam. Autor wskazuje, że nauka Kościoła Katolickiego nie odmawia zwierzętom szacunku. Racja. Powiem więcej - Kościół nie zakazuje miłości do zwierząt, a Papież Franciszek nie odmawia zwierzętom miejsca w Niebie.

 Ale pozostaje pytanie czy zwierzęta mają prawa? Według Tomasza Terlikowskiego zwierzęta praw nie mają. Oczywiście należy im się szacunek, ale praw nie mają. Cały swój wywód autor oparł na argumentach natury religijnej. Brawo.

Jakby ktoś jeszcze nie wiedział, nasz świat, to nie tylko prawo i moralność katolicka. Poza niedającymi się tu wymienić systemami wartości człowieka jest jeszcze prawo świeckie, w którym zwierzętom na szczęście praw się nie odmawia.

Nie chodzi tu oczywiście o prawa w rozumieniu np. praw człowieka. To inne prawa, bo jak wiemy, zwierzęta statusu człowieka nie mają i mieć nie będą. Ale właśnie obowiązkiem człowieka jest szanowanie i obrona tych praw. Nie trzeba daleko szukać. 

Według polskiej ustawy o ochronie zwierząt, zwierzę jest istotą żyjąca, zdolną do odczuwania cierpienia, a człowiek jest winien zwierzęciu poszanowanie, ochronę i opiekę. Do ustawy stosuje się przepisy Kodeksu Cywilnego o rzeczach. To nie znaczy oczywiście, że zwierzęta, to rzeczy.

Skoro zwierzę można np. kupić, a więc będzie stanowić czyjąś własność, to ochrona tej własności jest uregulowana właśnie w KC. Czyli kategorycznie zwierzęta nie są rzeczami, ale w pewnych aspektach prawnych i tylko takich, można je traktować jak rzeczy. 


Czy prawa człowieka są ważniejsze?

Czy godność odróżnia nas od zwierząt?


   Bardziej poruszony jestem ogólnym wnioskiem Terlikowskiego, że "prawa człowieka są istotniejsze niż dobrostan zwierząt". Rozumiem obawy, że wielu z nas bardziej przejmuje się sytuacją zwierząt niż ludzi, ale kto, jak nie człowiek ma się przejmować sytuacją zwierząt i bronić ich praw, nawet na drodze sądowej? Chyba nie one same?

Skoro jesteśmy wyżej w życiowej hierarchii, to nasz obowiązek. Są działacze i organizacje na rzecz ludzi, są działacze i organizacje na rzecz zwierząt. I tyle w temacie. Jeżeli ktoś chce chronić obszary lęgowe żuków, chwała mu za to. Nie potrzeba tutaj wydumanych pseudonaukowych teorii o zgubnym wpływie traktowania zwierząt na rzecz traktowania człowieka.

Nie filozuj, panie Terlikowski:

    "Jeśli bowiem zwierzęta 
(a przynajmniej część z nich) są osobami, jeśli cierpią tak samo jak ludzie (co jest mocno dyskusyjne, bo cierpienie nie oznacza tylko odczuwania bólu, ale zawiera w sobie także samoświadomość czy poczucie przyszłości), to nie ma powodów, by interesy ludzkie przedkładać nad interesy zwierząt. A skoro tak, to zadowolenie ludzi, którzy chcą jeść mięso czy mieć (tak jak ja) piątkę dzieci, nie może być ważniejsze niż interesy miliardów krów czy bilionów świnek morskich i szczurów" - pisze Terlikowski.

"Na koniec zadajmy sobie jednak pytanie, czy obdarzanie zwierząt miłością, której godni są tylko ludzie i Bóg, jest najlepszym wyborem i czy rzeczywiście prowadzi nas do właściwych relacji z innymi ludźmi i z samym Stwórcą? Czy ciągłe mówienie o prawach zwierząt nie jest próbą zakamuflowania smutnej prawdy, że przestaliśmy cenić prawa człowieka? Prawa wynikające ze szczególnej godności człowieka. Godności, która odróżnia go od zwierząt" - pyta na koniec redaktor TV Republika.

   Nie może być tak, że wszystkie prawa człowieka górują nad dobrostanem zwierząt. Prowadzi to do zgubnego przekonania, że w ramach prawa do tradycji, pozwala się na zabijanie byków na arenach ku uciesze rodzin z dziećmi.

W imię kulturowych obrzędów zabija się w bestialski sposób tysiące psów w Chinach jednego dnia. W ramach prawa do swobody religijnej pozwala się na ubój rytualny i składanie zwierząt w ofierze.

W ramach prawa do własności, można podarować psa jako zabawkę dla dziecka, a potem wyrzucić go jak już się "zepsuje" albo przywiązać do drzewa, bo przecież pies praw nie ma. Było fajnie na Święta, ale dobrobyt rodziny ważniejszy.

Owszem, w wypadku uratowania dziecka albo psa wybrałbym dziecko. To nie ulega wątpliwości. Ale jeżeli złe traktowanie zwierząt jest usprawiedliwiane wyższością człowieka i jego niezbywalnych praw, nie mogę się z tym pogodzić. Wręcz chce mi się wymiotować, jeśli ktoś tak myśli. 

  "Dbanie o prawa zwierząt może w konsekwencji ograniczać prawa człowieka? Należy uważać na konsekwencje tego typu myślenia?". Oj, Panie Terlikowski, proszę nie pisać takich bzdur albo proszę je lepiej wyjaśniać, tak, żeby ludzie, którzy przyjmują wszystko bezkrytycznie i wierzą w każde Pana słowo, nie nabrali przekonania, że zwierzęta faktycznie praw nie mają albo, że są to oni są ważniejsi od wszystkich innych istot. To dopiero byłoby tragiczne w skutkach.

Zwierzęta należy kochać. Nie taką miłością jak ludzi, ale bez wątpienia należy je kochać. Bez nich notabene nie bylibyśmy tu gdzie teraz jesteśmy. Człowiek ma jakąś nieodpartą ochotę do wywyższania się ponad wszystkich, taki zupełny brak pokory i szacunku.

Podejrzewam, że panu Terlikowskiemu więcej razy odmówiono zdrowego rozsądku, rozumu i empatii niż niejednej wymienionej przez niego krowie, śwince morskiej czy szczurowi. A to już niezły poziom.


Słowem wyjaśnienia.


Uprzedzam Wasze komentarze: to, że komentuje prawicowca, nie czyni ze mnie lewaka. To, że nie głosowałem na PiS, nie czyni ze mnie miłośnika PO. To, że nie zgadzam się z określonym katolikiem, nie czyni ze mnie nie-katolika. To, że nie odmawiam zwierzętom praw, nie czyni mnie ich naczelnym obrońcą. Świat nie jest zero-jedynkowy. To jest tylko moja opinia i moja logika.

  Terlikowski znany jest ze swoich wypowiedzi, które zazwyczaj spotykają się ze skrajnymi opiniami i dużą falą krytyki. Chcę wierzyć, że redaktor Frondy po prostu zna się na swoim fachu i wie jak zagrać na ludzkich emocjach, a dzięki temu robić sensację w Sieci.

To wszystko sztuczka, trik, iluzja, prowokacja. Pan Tomasz nie wierzy w to co mówi, ale wie, że są tacy, którzy uwierzą w jego słowa, a co najważniejsze - są tacy, którzy mu nie wierzą! Ta ostania grupa robi najwięcej szumu i zamętu. Wywołuje tsunami hejtu i powódź trollingu. Do tej grupy niestety też się zaliczam, ale wyjaśniłem Wam to we wstępie.  Chcę wierzyć, że tak właśnie się dzieje, że to tylko gra. Ale niestety tak nie jest.

   Nikt nie chciałby przecież, wyłącznie w imię celów biznesowych, być uważany za "idiotę, którego nie warto słuchać, a co dopiero komentować". Redaktor Telewizji Republika musi być przekonany, że to co mówi jest prawdą.

Wydaje się, że Terlikowski ma ukształtowane i dojrzałe poglądy - to pewnie wynik socjalizacji pierwotnej, a już na pewno wtórnej - w końcu ukończył uczelnię quasi - katolicką i obronił doktorat pod kierunkiem księdza.

To w jego przekonaniu uprawnia go do mówienia głosem działacza katolickiego. Szkoda, że wyrządza szkodę wszystkim katolikom, którzy w opinii publicznej i tak są uważani za ciemnogród. Niestety, ludzie nigdy nie uciekną od generalizacji. Tak jesteśmy skonstruowani.

   Zatem, żeby było jasne, to nie artykuł krytyczny wobec religii katolickiej. To moje zdanie na temat ostatniej wypowiedzi jednego z czołowych, stereotypowych polskich katolików prawicowców. Przykro mi, że te trzy określenia są w Polsce ze sobą sprzężone i mam wrażenie, że jedno bez drugiego już nie istnieje, ale tak niestety jest.

Do Terlikowskiego pasuje jeszcze jedno określenie - prowokator. Wiele osób dało się już sprowokować. Ja również. Dzięki temu biznes się kręci, prawda? A pan redaktor ma hajs żeby wypisywać kolejne farmazony i tworzyć prowokacyjne nagłówki. 

O, ironio! Debata o ochronie zwierząt znowu rozgorzała, a to w sumie dobrze, prawda? Jakie jest Twoje zdanie?

 

 terlikowski prawa zwierząt

Related Post

To Mały krok dla Ciebie, ale Wielki dla mnie - podziel się!

5 thoughts on “Zwierzęta nie mają praw? O konsekwencjach filozofii Terlikowskiego.

  1. Wydaje mi się, tak z grubsza, że najważniejszą myślą artykułu było, lub być miało, stwierdzenie że ludzie stawiają dziś siebie na pozycji zwierzęcia, czasami gorszego nawet niż inne. W tym sensie rozumiem twierdzenia pana Terlikowskiego, takie ludzie myślenie naprawdę jest smutne i jest szkodliwe.
    A prawa zwierząt i prawa człowieka czasami ze sobą kolidują, np. w momencie gdy jakiś gatunek zagraża ludziom. Wtedy lepiej nie zastanawiać się, czy gatunek jest zagrożony, czy nie, tylko walczyć z nim. Myślę, że autor artykułu chciał zwrócić uwagę na to, żebyśmy nie skupiali się tylko na zwierzętach, a pomyśleli o ludziach.
    Tak to interpretuję, co nie zmienia faktu że jak na mnie artykuł jest źle napisany i nie mam pojęcia, po co dawać mu taki niebezpieczny i szokujący tytuł. Ale to już kwestia złego smaku, a nie złych przekonań, jak myślę.

    1. Tak, ponieważ przez całe tysiąclecia ludzie skupiali się tylko na zwierzętach, a nie na sobie, więc nie ma potrzeby podkreślania ich praw w dzisiejszych realiach…:D Człowiek z odrobiną wiedzy ogólnej i nabytym w dzieciństwie systemem wartości umie podchodzić do pewnych rzeczy z umiarem i wie, że w przypadku stanu wyższej konieczności większym dobrem (nie tylko prawnym) od zwierzęcia jest człowiek – nie trzeba używać argumentów fundamentalnych i rozrywać opinii publicznej pseudo-kazaniami popartymi wyrwanymi cytatami z Pisma Świętego. Nie ważne jakie było przesłanie Terlikowskiego – i tak uważam, że gość jest zdrowo pokręcony i te jego manifesty są po prostu wyrazem jakiejś wewnętrznej zakompleksionej natury. Filozof – zbawca świata się znalazł. Internet to nie ambona. Ciekawe jaki byłby odbiór jego tekstu gdyby wyszedł z tym na mównicę. Zostałby potraktowany jak Mojżesz czy jak czubek?

  2. Próbki z twórczości Terlikowskiego „lubię zwierzęta, ale to nie oznacza, że mogę powiedzieć, że zwierzęta idą do nieba. Nie idą, albo że mogę powiedzieć, że zwierzęta mają prawa. Nie mają praw” potrafi kto wytłumaczyć jaki zachodzi związek?
    Twierdzenie Terlikowskiego że „zwierzęta (…) nie mają obowiązków” też wzięte z sufitu. A psie zaprzęgi, psy policyjne, pies – ratownik, pies przewodnik niewidomego, kot do łapania myszy, Kanadyjska Królewska Policja Konna, hipoterapia, wyliczać można długo. „Psy mają więcej rozumu niż autor tekstu! W takim razie po co harują dla ludzi, w policji, straż pożarna, dla kalek, przy tragediach jak trzęsienie ziemi i wiele więcej mogłabym dać przykładów. Następnym razem tacy homo sapiens (jak autor) niech sami wywąchują ludzi pod ziemią, ścigają kryminalistę, szukają min, czy biegną zmęczeni na smyczy przywiązani do wózka inwalidzkiego. Bardzo przydałby się taki trening żeby doszło do sufitu.” (komentarz z „Frondy” do artykułu „Dobro krówki czy prawo do życia religijnego?” w którym Terlikowski odkrywa że okaleczanie narządów płciowych jest spoko, zwłaszcza małych dzieci).
    To niby inna sprawa ale też wymowna. Terlikowskiemu nie przeszkadza że jego żona robi z siebie idiotkę. W wywiadzie dla „Wysokich obcasów” opowiadała kto w ich rodzinie się masturbuje (jakby ta wiedza była komuś do szczęścia potrzebna). Obwieściła też, że seks doustny jest spoko, bo „kończy się w kobiecie” (dootbytniczy też?) Biedaczka nie wie zapewne, że sperma (smacznego) zawiera kadawerynę której konsumpcja nie bardzo wychodzi na zdrowie.

  3. Chyba na innym poziomie TT wyrażał się nt. „praw zwierząt”, choć oczywiście to on sam powinien zadbać o to by w sposób jasny wyjaśnić w czym rzecz. A sprawa jest banalna, choć nie da się jej krótko ująć.

    Zwierzęta, jak w tekście słusznie zostało zauważone, „mają prawa” w odniesieniu do lokalnych przepisów i przeróżnych kodeksów (spisanych i nie). Innymi słowy za znęcanie się nad człowiekiem czy nad psem w Polsce grożą konsekwencje prawne, ale już np. w Chinach za takie samo zachowanie wobec człowieka i psa sankcje są różne, tzn. są i nie, bo nikt za psa nie będzie odpowiadał przed sądem. Więc jeśli chcemy być ściśli, trzeba powiedzieć, że – na tym poziomie logicznym – w Chinach zwierzęta nie mają praw i takie stwierdzenie – powtarzam, na tym poziomie rozpatrywane – jest prawdziwe. Problem nie leży jednak w kodeksach i przepisach.

    W katolickim odniesieniu zwierzęta nie mają praw (co?! – lajtowo, już tłumaczę ;)) w rozumieniu niezbywalnych praw naturalnych przysługujących tylko i wyłącznie człowiekowi, a wynikających z jego godności jako istoty rozumnej, myślącej. Oczywiście aby przyjąć takie rozumowanie najlepiej to zrobić w odniesieniu do Boga (wiary w Niego i Jemu, zatem dopisalibyśmy dla katolików jeszcze: stworzonej na obraz i podobieństwo Boże), ale nawet osoba nie kierująca się wiarą katolicką jest w stanie przynajmniej zrozumieć o co chodzi.

    Człowiek rozumny myślący (homo sapiens sapiens) stoi w pozycji nadrzędnej do INNYCH zwierząt – to chyba jasne i w żadnym wypadku nie jest to brak pokory, wręcz przeciwnie – to jak najbardziej wyraz pokory, gdyż pokora (przynajmniej w rozumieniu Kościoła) to stanięcie w prawdzie przed samym sobą. Ale jedziemy dalej. Będąc więc w hierarchii nad wszystkimi innymi zwierzętami, choć jednocześnie samemu zaliczając się do ich grona na sposób naturalny (te same prawa fizyki, biologii, chemii, itp. nas wszakże obowiązują), a dodatkowo będąc wyposażonym w (ogólnie mówiąc) znacznie bardziej rozwinięty narząd mózgu, pozwalający na ABSTRAKCYJNE myślenie, człowiek sam jest w stanie określić w jaki sposób odnieść się do innych stworzeń, które nie są przecież jego dziełem/własnością, ale też nie są mu na równi (w kulturze chrześcijańskiej wręcz są mu poddane). I w takim odniesieniu to człowiek jest decydentem jakie zachowanie wobec jakich zwierząt jest a jakie nie jest dopuszczalne, a warunkuje je – tak jak i w każdej innej konkretnej decyzji ludzkiej – tylko i wyłącznie sumienie danej osoby, choć wydźwięk będzie oceniony zbiorowo.

    Zatem rozważmy taki problem (jaskrawy rzecz jasna) w koncepcji chrześcijańskiej (jako że żyjemy w takiej a nie innej kulturze): bezpodstawne zabicie komara to nie zło, ale bezpodstawne zabicie psa jest już czynem złym – większość się z tym zgadza. Jednak jeśli ktoś uważa, że zabicie komara jest czymś złym, to sam tego nie będzie robił, a jeśli zrobi będzie miał tzw. „wyrzuty sumienia”, choć w odniesieniu zbiorowym nikt takiego zachowania nie będzie przecież potępiał. Taka osoba jednak widząc inną zabijającą komara będzie potępiała ten czyn, choć jak zauważyliśmy, inne osoby nie będą widziały w tym nic złego. Można więc zapytać, kto ma rację? No i tu trzeba wziąć pod uwagę obiektywną ocenę, którą reprezentuje większość równych sobie co do godności ludzi – nie ma bowiem innej opcji.

    Druga sprawa: między zwierzętami nie stawiamy równości. Jeśli zjem krowie mięso, to raczej nikt nie patrzy na mnie dziwnie; jeśli zjem jagnięcinę, to większość też nie będzie patrzeć na mnie jakoś źle, acz będzie ich już nieco mniej niż w przypadku starej tłustej krowy; jak chwycę za sarninę, to już spore grono będzie na mnie patrzeć krzywym okiem, a po zjedzeniu w Polsce koniny czy mięsa psa to już w ogóle gros społeczeństwa żądałoby dla mnie kary śmierci. Zatem istnieje jakieś niepisane ludzkie wyczucie w naszej kulturze, ale tylko naszej. Bo np. w innym kraju jedzenie mięsa psa może być ok i nawet jeśli ktoś „u nas” jest wielkim miłośnikiem psów i w tamtej kulturze widzi zachowanie nieludzkie, to jednak w ocenie moralnej tamtego społeczeństwa tamten ktoś nie czyni nic złego – po prostu.

    Dochodzimy bowiem do sedna problemu: prawa ludzi muszą stać nad „prawami” (dobrostanem) zwierząt. Tradycja nie jest co prawda prawem ludzkim, ale kształtuje ona daną osobę w jej środowisku. Można zatem namawiać Żyda, aby nie zabijał w sposób rytualny krowy*, ale zabranianie takiej czynności jest godzeniem w wolność tego konkretnego człowieka i jego wartości (kulturowe, religijne, estetyczne, itp.), bo w takich żyje, rozwija się i został nauczony takiego postępowania, a to jego otoczenie jest tu wyznacznikiem moralnym, czy tak można czy nie. Podobnie rzecz się ma z korridą czy tam jedzeniem psów w kulturze, która tego dopuszcza. Nas to może razić, ale poza zachęcaniem do zmiany postępowania (oczywiście jakoś uargumentowanej, a nie „bo nie”) nie mamy prawa zakazywać takich zachowań, dla nas będących procederami.
    Co innego jednak np. kupno i porzucanie psów w naszej kulturze – jest to oczywiści czyn zły i głupi, winny potępienia i wyciągnięcia konsekwencji bo godzi chociażby w środowisko (czystość, bezpieczeństwo – no właśnie – ludzi).

    TL;DR
    Zwierzęta nie mają praw analogicznych do praw ludzkich wynikających z niezbywalnej godności ludzkiej. Można się z tym zgadzać lub nie, ale tak po prostu jest. Zwierzęta mogą mieć prawa, ale tylko w rozumieniu praw spisanych (kodeksy, itp.). To że mają „prawo do życia” wynika tylko z tego, że człowiek w danej kulturze tak a nie inaczej je traktuje – np. Europejczyk je świnie, a nie koty, kury a nie papugi, łososie, a nie gupiki. Nigdy życie zwierzęcia nie może stanąć nad życiem ludzkim. I o to chodziło TT 🙂

    * – odnośnie uboju rytualnego: zawsze mnie zastanawiało, dlaczego dla przeciwników owego, większym problemem jest sposób zabicia niż sam fakt śmierci zwierzęcia. Rozumiem, że zwierzę bardziej cierpi, ale skutek jest ten sam – zwierze tak czy siak nie będzie żyło i nic mu po tym, czy zginie od uderzenia obuchem w łeb, czy od wykrwawienia po podcięciu gardła.

  4. Od kiedy przeczytałam esej Terlikowskiego zastanawiam się czy napisać coś na ten temat na blogu… Bardzo podoba mi się to co napisałeś, zgadzam się w zasadzie z większością. Najgorsze w tym wszystkim jest chyba to, że ludzie nie potrafią czytać ze zrozumieniem, a tacy czytelnicy-fani Terlikowskiego to bardzo „specyficzne” grono ludzi. Faktycznie, pisanie takich esejów może prowadzić do złych rzeczy. Ale panu Terlikowskiemu chodzi tylko o to, żeby zbijać kasę z takich prowokacji…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *